Cytaty

"To jest pająk, ich nie ogarniesz..."
Sabira, 10.12.2014., rozdział 20

wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 20

   Szli ciemnym korytarzem, z którego raz na jakiś czas wychodziły młode, kilkucentymetrowe pająki. Nie przypominały one Webberusa. Zamiast białej skóry i czarnych jak smoła oczu wyglądały jak zwyczajne pająki leśne z erwarskich kniei. W końcu cała trójka, z Webberusem na czele, doszli do ciemnego kokonu. Zbudowano go z tego samego rodzaju pajęczyny co ściany w sypialni pary młodej. Wielki pajęczak zaprowadził ich do środka i wskazał na biały głaz, a przynajmniej na coś co głaz przypominało. Dopiero po głębszym przyjrzeniu się, Sabira spostrzegła, że to wcale nie jest skała lecz kokon. W jego wnętrzu coś buzowało, coś magicznego i wręcz mrocznego. Ciszę przerwał głos Magnusa:
- To gdzie ta Matka czy jak jej tam?
- Stała przed wami i będzie się na ciebie patrzyła, o boski.
   Dopiero po tych słowach kokon poruszył się i wyszła z niego czarna pajęczyca dwukrotnie przewyższająca Webberusa. Jak się okazało kokon był przytwierdzony do odwłoka i co kilka minut wychodził z niego nowy pająk. Matka wstała i spojrzała na Magnusa i Sabirę.
-Witajcie o bogowie, cieszymy się że mogliśmy was zobaczyć. Przepowiednia będzie spełniać się.
-Czemu ona mówi jak potłuczona?-szepnął do Sabiry
-To jest pająk, ich nie ogarniesz.-odszepnęła.
-Poprosiliśmy Webberusa, aby was przyprowadzał do mnie.
-Właśnie, szanowna matko chciałam się dowiedzieć w jakim celu i co to za cholerna przepowiednia.
-Sabiro, nie przyszliśmy tutaj, abyśmy się na siebie denerwować.
-Sabi, spokojnie zaraz się wszystkiego dowiemy.
-No ja mam nadzieje. Bo nie zamierzam być niczyją marionetką.
 Matka wskazała im dwa głazy, na których mogli usiąść, a sama stanęła przed nimi. Z jej odwłoku nadal wychodziły małe pająki. Zdawać by się mogło, że to nigdy się nie skończy. Jednak, gdy na świat wyszedł pająk wyglądem różniący się od pozostałych, a przypominający Webberusa pająki przestały się wykluwać. Matka wyjaśniła, że przed chwilą widzieli właśnie następce Wielkiego Webberusa. Jak się okazało rodziły się niezwykle rzadko. Po zakończeniu tej opowieści w końcu przyszła kolej na rzecz właściwą, a mianowicie przepowiednię.
- Czas jest, był i będzie naszym sprzymierzeńcem. Nie jesteśmy zwykłymi pająkami. Przepowiednia ta którą usłyszeliście, zostanie napisana. Wiele tysięcy lat zajęło, zanim Erwar stanie się mocarstwem, lecz nawet na wspaniałe krainy nakładano klątwy, bohaterowie umierali, a najżyźniejsze ogrody dotykała szarańcza. To stanie się trzysta lat temu, gdy potężny mag kreował to co dziś zwiemy wiecznością. Wtedy Erwar stanie się królestwem dóbr. Wtedy rodzi się królewna Arrina. Był to czas wspaniały, a teraz... Teraz wielkie chmury powstały nad wiecznością i harmonią. Bazyliszek w ludzkiej skórze. Pomiot klątw i choroby. Orgius van Ertios uzyskuje władzę. Tylko potężni bogowie, potężni wybrańcy stawiają im czoła. Kobieta o włosach jasnych jak słońce zwana przez nas Stworzycielką. Młody amant zauroczony w Desmatce. Dwójka wrogów, dawnych przyjaciół których losem jest połączenie węzłem małżeńskim. I baron o mrocznej przeszłości. Gdy walczą ze złem, z antycznymi strażnikami, wtedy świat będzie dążył ku lepszemu. Czeka was dwanaście prób. Nie obawiacie się. I dobrze to o was świadczyć będzie. Lecz widziałyśmy w waszych oczach zwątpienie i mroczne tajemnice skrywane w waszych sercach. Czy jesteście gotowi, by podróżować z osobą, która będzie skrywała przed wami tajemnice? Tajemnice których konsekwencje są okropne i niebezpieczne...
- A co myślałaś?- warknęła Sabira.- Może i Magnus jest najgorszą osobą jaką znam, ale ufam mu jak nikomu innemu. Należę do ROPO i wierzę każdemu, kto walczy po jego stronie.
- Zgadzam się z Sabirą. Może i siebie nienawidzimy. Może mamy przed sobą tajemnice. Wiele tajemnic. Ale ufamy sobie. Ufamy sobie, bo siebie szanujemy i wiemy, że ten kto walczy po stronie ROPO odda za innych życie. I nawet jak skrywa coś podłego, to i tak jest bardziej godny zaufania niż inni...
- Widzimy, że ufać będziecie sobie bezgranicznie. Cieszymy się. Zdajecie test. Udowadniać będziecie żeście godni naszych opowieści. Zafascynowaliście nas- strażników zaufania. Mówcie, a my wysłuchamy. Rozkażcie, a my wykonamy.
-Wszystko?-spytała Sabira
-Co rozkażecie, my będziemy wykonywać.
-No dobrze, więc chcemy abyście doprowadzili nas do Thei i Nestusa.
-Dobrze. Tak będzie.
***
   Mathias leżał na łóżku, rozmyślał o tym co powiedziała mu Thea. Nie mógł zrozumieć czemu wybuchał, gdy tylko ona wspominała o tej niezwykłej krainie.Co tak go denerwowało? Może to wszystko przez Magnusa. Ten chłopak doprowadzał go do szału. A co jeśli dziewczyna ma przez niego kłopoty? Ta myśl przeszyła głowę chłopaka. Nagle jego telefon zaczął wibrować. Wyciągnął go z kieszeni i przeciągnął palcem po wyświetlaczu, aby zobaczyć od kogo dostał wiadomość. Na ekranie widniało imię jego dziewczyny. Otworzył wiadomość i zaczął czytać na głos. "Mathi! Wiem, że jesteś na mnie zły. Nie. Wściekły. To lepsze określenie... Proszę, wybacz mi. Gdybyś jednak mógł pójść ponownie do fabryki i przenieść się do Erwaru. Sama nie mogę. Dostałam szlaban. Proszę cię. Tak bardzo jest mi przykro. Całuję, Thea." Mathias kilkakrotnie przeczytał treść tego sms-a. Nie wiedział, co ma teraz począć. Czy zrobić to o co poprosiła go Thea, czy zostać w domu i udawać,  że nic się nie stało. Wybrał opcje pierwszą. Nie mógł zawieść ponownie. Chciał pokazać, że i on coś potrafi, jest lepszy od tego całego Magnusa. Nie wiedział czego się spodziewać po tej krainie. Co powinien ze sobą zabrać? W co się ubrać? Tyle pytań nasuwało mu się do głowy. Nie przebierał się. A miał na sobie wojskowe spodnie i czarny t-shirt. Zabrał z wieszaka skórzaną kurtkę i wyszedł z domu. Podążył dobrze znaną sobie drogą. Po jakiś piętnastu minutach był przed budynkiem fabryki.
-Co ja tu właściwie robię?- szepnął sam do siebie.
   Odpowiedź była oczywista. Chłopak ruszył, aż w końcu doszedł do znanego sobie portalu do Erwaru. Zaskoczyło go, że magiczna aura nadal w nim buzowała. Zastanawiał się czy takie rzeczy długo się trzymają. Osobiście nie chciał trafić do tego magicznego świata na zawsze. Obawiał się też. Skoro Erwar to magiczna kraina stworzona przez Theę, to co jeśli zapomniała ona o jakimś ważnym szczególe, który może zaważyć na szali życia i śmierci. Mathias bał się jak cholera, ale wiedział, że nie może się poddać. Wszedł do magicznego światła. Czuł jak magia oplata jego nadgarstki i kostki. Czuł jak wpychała go do środka. O on? Cały czas powtarzał sobie:
- To wszystko dla Thei... To wszystko dla Thei... To wszystko dla Thei...
   Nagle zapadła ciemność...
----------------------------------------------------------------
Hejka kochani! Jak widzicie akcja się rozkręca :D Mathias w końcu trafi do Erwaru. Ale jeśli myślicie, że spędzi tam spokojne wakacje, to się mylicie. Show must go on! Przy okazji postanowiłyśmy na naszym blogu zrobić mały kącik z genialnymi cytatami z naszych rozdziałów. Być może jak już zakończymy sezon pierwszy, kącik ten zasłuży sobie na osobną stronę na blogu i zaczniemy tam umieszczać niewykorzystane pomysły, rysunki i ciekawostki dotyczące 1 sezonu, ale... Do tego jeszcze długa droga ;) Oddaję głos norce :D

Pierwszy cytat należał do mnie " To jest pająk, tego nie ogarniesz" ;D Ja tam nie będę się rozpisywać. Podoba mi się pomysł z tym kącikiem ;D Yeah, Mathi wreszcie w Erwarze ;) Jesteście ciekawe jak potoczą się jego losy? To tyle ode mnie pozdrawiam i do następnego ^-^

niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział 19

Jej, to już 19 rozdział :D To taka okrągła liczba xd I co z tego, że piszę to ja- Szałwia, mimo że powinna norka98. Zostałam oficjalną osobą od rozpoczynania rozdziałów, więc preludium też napiszę xd
-----------------------------------------------------

   Sabira otworzyła oczy. Znajdowała się w ciemnym pomieszczeniu, gdzie jedynym oświetleniem były pochodnie, które świeciły się białym ogniem. Ledwo pamiętała zdarzenia z poprzedniego dnia. Ucieczka przed sługami Orgiusa. Rychła śmierć. Cudowne ocalenie przez... No właśnie... Przez kogo? Powoli wstała. Przykryto ją delikatną kołdrą, która w dotyku przypominała pajęczynę. Tym samym materiałem okryto łóżko, tworząc pewnego rodzaju baldachim. Dziewczyna położyła swe gołe stopy na podłodze. Wyglądała ona jak czarny kamień, lecz w przeciwieństwie do niego, ten emanował ciepłem, jakiego od dawna nie czuła. Spojrzała na miejsce, w którym ją zamknięto. W powietrzy unosił się dziwny zapach. Słodki, a równocześnie ostry i duszny. Czasem gorzkie nuty traciły intensywność przy orzeźwiającej woni wiatru. Dziewczyna usilnie próbowała przypomnieć sobie wydarzenia minionej nocy, jednak mimo starań nie udało jej się to. Sabira nie wiedząc, co ma teraz zrobić przejechała wierzchem dłoni po swojej twarzy. Pod jej dotykiem poczuła jakieś nieregularne kształty. Wstała gwałtownie i podeszła do lustra, które właśnie zauważyła. Nie mogła uwierzyć w swoje odbicie lustrzane. Czy to była ona? Kto ją tak przebrał? Miała tyle pytań na które nie znała odpowiedzi. Pierwsze z nich, to gdzie zniknęły jej ubrania i czemu była ubrana w sięgającą do ziemi zwiewną nieco prześwitującą białą sukienkę. Jak się później okazało była ona wykonana z jakiegoś rodzaju pajęczyny, która gdy tylko padło na nią światło iskrzyła się, jakby wytrawne krawcowe posypały ją pyłem z drogocennych kryształów. Na twarzy miała swego rodzaju maskę wykonaną z białych wzorów. Jej włosy również były posypane błyszczącymi kryształkami. Gdy tak sobie się przypatrywała nagle w lustrze na palcu serdecznym lewej dłoni coś błysnęło. Płowowłosa* podniosła dłoń i spostrzegła, że na jej palcu jest obrączka, ale nie złota tak jak wszystkie. Była wykonana z czarnego złota.
   Sabira przyglądała się sobie jeszcze przez chwilę. Na jej ramionach narysowano dziwne czarne znaki. Dziewczynie wydały się one znajome, jakby już kiedyś widziała coś takiego, ale nie mogła sobie przypomnieć kiedy. Stała jeszcze chwilę przed lustrem. Nie wiedziała, czemu tu jest. Bała się nie tylko o siebie. W końcu Magnusa zapewne też zamknięto. Ciekawe gdzie? Pierwszy raz martwiła się o tego głupka, lecz nie wiadomo czemu, jej serce nie pałało już do niego taką nienawiścią. Dziwiła się. Na jej twarzy rozkwitł uroczy rumieniec, gdy przyłapała się na tym, że naprawdę za nim tęskni. Patrzyła dalej w lustro. Nagle zauważyła delikatny ruch na łóżku. Widząc to, przeszył ją piorun. Szybko, a jednocześnie jak najciszej, pobiegła w tamtą stronę. Lekko odchyliła kołdrę. Jej oczom ukazały się czarne jak smoła włosy. Należały one do chłopaka, ubranego w prześwitującą bluzkę oraz czarne spodnie. Mimo ubrania Sabira widziała całą sylwetkę nastolatka. Jego chuda postura ukazywała każdy mięsień, który poruszał się wraz z jego oddechem. Na jasnej skórze miał wymalowane podobne symbole co ona. Dziewczyna dotknęła ramienia śpiącego. Zastanawiała się kto to może być. Nie widziała jeszcze jego twarzy, a bała się odgarnąć jego włosy. Patrzyła więc tylko. Czuła się dziwnie. Nie wiedziała co zrobić. Zbliżyła się do jego głowy i powąchała jego czarne kosmyki. Pachniały znajomo, lecz nie mogła zrozumieć, kim on jest. Przyjrzała mu się dokładniej. Większość twarzy zasłaniały włosy. Jedyne co widziała to wąskie usta w różanym odcieniu oraz krótką, delikatną brodę. Sabira nie mogła dłużej wytrzymać z ciekawości i jednym delikatnym ruchem odgarnęła ciemne kosmyki. Zamarła.
-Czarny Łeb?!-powiedziała zszokowana i lekko wystraszona.
-Sabira?!-powiedział równie zdziwiony.
-Co, ty do cholery tu robisz?!
-Mógłbym spytać o to samo!-powiedział lekko podniesionym głosem-Czemu jesteś tak ubrana?
-Spójrz lepiej na siebie-poleciła mu.
Chłopak wstał i tak samo jak Sabira podszedł do lustra. Nie mógł się przyzwyczaić do swojego nowego stroju. Nie pasował do niego. Chociaż podkreślał jego sylwetkę, a Płowowłosa siedząca teraz z kolanami pod brodą, co mógł zauważyć w odbiciu, bardzo mu się podobała. Nie długo potem tak samo jak ona zauważył na swoim palcu obrączkę z czarnego złota.
-Sabi?... Co, to ma niby być?
-Masz na myśli obrączki?
-Tak. Właśnie, to mam na myśli-powiedział przysiadając się obok niej.
Chwilę siedzieli w ciszy, po czym Magnus przeniósł wzrok na obraz wiszący przed nimi. Trochę się zaniepokoił tym, co tam zobaczył.
-Sabi...
   Dziewczyna również spojrzała na obraz. To co zobaczyła, kompletnie wyprowadziło ją z równowagi:
- Co to jest?!
- Więc...- zaczął Magnus.- Ja myślę, że to jest obraz. Całkiem dobrej jakości.
- Tyle to ja wiem! Ale... Ale... Co my tam cholera robimy?!
- To chyba ślub, ale nie przejmuj się. Zapewne to jakiś psikus ze strony Nestusa. No bo myśląc racjonalnie... Kto normalny malowałby ślub, na którym ksiądz oraz goście to wielkie, białe pająki z czarnymi melonikami na głowach?
   Nagle czarna ściana rozchyliła się, a z niej wyszedł dwumetrowy, biały pająk z czarnym melonikiem na głowie. Magnus przestał się uśmiechać, a Sabira szepnęła:
- Może jakiś inny biały pająk z kapeluszem na głowie, Sherlocku?
   W tej samej chwili stworzenie pokłoniło się i rzekło:
-Erona witent schasjj Bogoffn un ezenasjj skrosjj proffn.**
-Witenten.-odpowiedział Magnus kłaniając się nisko.
-Będziemy mówić teraz po erwiarańsku?-szepnęła Sabira
-Ni konechn, eze moente eronasjj jezyfnn mowient.***-odpowiedział słysząc słowa dziewczyny.
-No, więc dobrze...co to w ogóle jest? Co tu się wydarzyło, panie Czarny Meloniku.
-Nazywamy się Webberus.
-Szanowny Webberusie, czy mógłbyś raczyć powiedzieć nam o co w tym wszystkim chodzi?-powiedział oburzona.
-Ależ oczywiście panienko-odparł spoglądając na nią trzema parami oczu.
-No właśnie ja też chciałbym wiedzieć.
Webberus zaczął opowiadać od początku:
-Wczoraj gdy będziecie przed sługusami Orgiusa, którzy już prawie miają Was w garści, wtedy wkroczyliśmy ja z moją armią. Przejmiemy was. Musieliśmy doprowadzić do waszego ślubu, aby przepowiednia mogła się spełnić.
-Zaraz, zaraz... jaka przepowiednia?-spytał chłopak.
- Przepowiednia o Bóstwach z powierzchni. Mieli przyjść, gdy Erwar miał być w opłakanym stanie. Dwójka kłócących się ludzi z żelaznymi pazurami. Jeden z nich miał przebić ścianę naszego kokonu. Stało się tak, więc przybędziemy, bo uratowaliśmy naszą rasę. Każdego dnia przygotowywaliśmy się do Waszego nadejścia. Mieliście być znakiem nadziei, jedności i wierności, a żeby tak się stało musimy złączyć Was węzłem małżeńskim, bo tylko on potrafi złączyć tak, jak nić przeznaczenia. I oto wczoraj przyjdziecie. Webberowie byli szczęśliwi i czekają na rychłą śmierć Orgiusa, a to wszystko dzięki Wam, o Bogowie. Możecie zostać tu ile chcecie, każdy Wasz rozkaz będzie wykonywany z przyjemnością, a gdy będziecie chcieli nas opuścić, zaprowadziliśmy Was do najdalszych zakątków Erwaru.
- Nie zrozum nas źle, ale my nie jesteśmy jakimiś bóstwami. My nawet nie jesteśmy sobie przeznaczeni. Wybacz Webberus, ale taka jest prawda- powiedział Magnus.
- Prawda jest Wami, a Wy jesteście Prawdą. Tak nakazuje wierzyć Królowa-Matka i tak wierzymy po dziś dzień. Zapewne będziecie ciekawi jak się odbył wasz ślub... Opowiem Wam o tej pięknej ceremonii, a raczej nie ja, tylko Królowa-Matka. Pokazała Wam przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. Ukazuje Wam Wasze serca, dusze, umysły i ciała, byście mogli zrozumieć przeznaczenie.
- Mówisz tak dziwnie. Czemu?
- Mowa Webberów będzie dziwna. Jesteśmy kimś nad czasem. Przyszłość, przeszłość, teraźniejszość nie ma dla nas różnicy. Jednocześnie rozmawiam z Wami, rozmawiałem i rozmawiać będę. Cóż w tym trudnego? Byłem Webberusem, jestem Webberusem i będę Webberusem. Żyliśmy, żyjemy, żyć będziemy. Niestety mowa nasz będzie trudna dla większości. My Webberowie unikamy istot z powierzchni. Widzimy dziwne wydarzenia. Nasze nauki trudne będą do zrozumienia, lecz wy byliście mądrzy. Wy będziecie Bóstwami. Wy rozumiecie. A teraz poszliśmy do Królowej-Matki.
- - - - - - - - - - - - - - - - -
* płowowłosa- osoba, której włosy są w sarnim kolorze (czyli jasnobrązowym) z lekko złotym odcieniem.
**  Erona witent schasjj Bogoffn un ezenasjj skrosjj proffn.-Witamy was szanowni bogowie w naszych skromnych progach.
*** Ni konechn, eze moente eronasjj jezyfnn mowient.-Nie koniecznie, mogę mówić waszym językiem.

No i kolejny rozdzialik ;) 19, który pojawi się o 19:19 ;D Te filozofie Szałwi ;D

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam Webberusa, a to wszystko dzięki jego mowie, filozofiom itp. Jak ktoś grał w The Longest Journey, to widzi, że mówi i pojmuje świat zupełnie jak Venarowie (tylko, że on jest pająkiem, a Venarowie to coś w stylu gadających drzew). No i wielce przepraszamy za to, że od tak dawna nie było rozdziału. Mam nadzieję, że ten Wam się podobał. Trzymajcie się i do następnego ;)

Też mam taką nadzieję i liczę na zwiększoną obecność ;) Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału z Sabirką i Magnusem w roli głównej ;D

czwartek, 30 października 2014

Informacja

Razem z Norką chciałam poinformować, że założyłyśmy aska, gdzie możecie się nas pytać o różne rzeczy :)
Tutaj kliknij, by wejść
Ja kończę i oddaje głos Norce, jeśli ma coś do dodania :)
Dziękuję za głos ;D Tak jak Szałwia powiedziała możecie tam pytać o wszystkie nasze blogi i nie tylko ;) Zapraszam serdecznie i miłego nocki ;)

czwartek, 23 października 2014

Rozdział 18

   Thea jak najszybciej tylko mogła, ubrała się i wybiegła z pokoju. W jej myślach głowiły się setki myśli. Martwiła się o Nestusa, Magnusa i Sabirę. Musiała jak najszybciej porozmawiać z Mathiasem. Tylko on mógłby jej pomóc w tej sytuacji. W kuchni zastała Emmę. Ta siedząc na krześle, patrzyła na rozczochraną siostrę, która patrzyła nerwowo na całe pomieszczenie. Dociekliwa blondynka spytała:
- Szukasz czegoś?
- Komórki. Widziałaś ją?- odparła szybko, po czym ponownie zaczęła przeszukiwać mieszkanie, mrucząc pod nosem.- Gdzieś ona musi być. Ostatnio przecież ją ładowałam. No znajdź się, no.
   Po kilku minutach poszukiwań telefon został znaleziony. Leżał on zasłonięty przez ścierkę do naczyń. Dziewczyna wiedziała, że sprawcą zniknięcia jej smartfona była jej młodsza siostra. Thea nie umiała jednak się zezłościć, za bardzo się śpieszyła. Gorączkowo napisała sms-a do swego chłopaka i chwyciła za kurtkę. W tym momencie znowu przerwała jej Emma:
- Gdzie się tak śpieszysz?
- Idę do Mathiasa- odparła niechętnie.
- A czemu?- mówiła coraz wolniej, widząc pośpiech siostry.
- Nie twoja sprawa. Muszę już iść.
- Powiedz, bo inaczej zawołam mamę.
   Thea będąca na przegranej pozycji, zmarszczyła czoło i wytłumaczyła powody swego pośpiechu. Po opowiedzeniu całej historii z Erwarem, Emma rozpromieniła się i przytuliła siostrę.
- Weź mnie. Weź mnie. Weź mnie- zaczęła piszczeć jak oszalała.- Ja też chcę do Erwaru.
- Wykluczone- podniosła głos.- Teraz Erwar jest zbyt niebezpieczny.
- Nigdy nie umiałaś się dobrze bawić- warknęła i odeszła.
Thea nie tracąc już zbędnego czasu wybiegła z domu zamykając za sobą drzwi. Szybko wybiegła przed dom i skręciła w lewo. Mijała dom za domem i nagle skręciła w jakąś boczną uliczkę pomiędzy dwoma bliźniaczymi domami. Była tak zajęta myśleniem o Erwarze, że nawet nie zauważyła, gdy potrąciła jakiegoś młodego chłopaka, którym okazał się Kristian-młodszy brat Mathiasa.
-Kristian? Przepraszam, nie chciałam.
-Spokojnie nic mi nie jest. A ty co tak się spieszysz?
-Nieważne.-powiedziała krótko.-Jest Mathi w domu?
-Tak.
-Dzięki i do zobaczenia.
Blondynka po tej krótkiej rozmowie była już prawie u celu. Od domu chłopaka dzieliło ją zaledwie kilkanaście metrów. Gdy znalazła się pod drzwiami nawet nie zapukała tylko od razu weszła do środka. W przedpokoju natknęła się na mamę Mathiasa, przywitała się i pobiegła do pokoju blondyna. Zastała go siedzącego na bujanym fotelu. Chłopak czytał jedną z jego licznych książek. Słysząc skrzypienie drzwi, spojrzał na dziewczynę. Widząc ją, uśmiechnął się i wstał. Objął ją ramieniem i pocałował na przywitanie. Thea nie była jednak skwapliwa do odwzajemnienia jego pocałunku. Szybko wytłumaczyła mu wszystko, co się stało, a następnie czekała na odpowiedź. Młodzieniec był zszokowany tymi słowami. Słysząc imię Magnusa, jego oko delikatnie pulsowało. Thea wiedziała, że chłopak go nie lubił, lecz mimo niepewności rzekła:
- Musimy wrócić do Erwaru.
- Jak to my?- zszokował się nastolatek.- Ja nigdzie nie pójdę. Nie chce widzieć twarzy tego gnojka.
- Mathi- szepnęła słodko.- Będę wtedy z ciebie taka dumna. Naprawdę nie pójdziesz? Idąc tam pokażesz mu, że nie boisz się o moje uczucie i jesteś pewny, że nigdy cię nie opuszczę. Magnus nie będzie wtedy mógł cię złamać w żaden sposób.
- I tak nie idę- wybuchnął.- Jak tu wchodziłaś, myślałem, że chcesz spędzić ze mną czas, a ty znowu paplasz o Erwarze. Zrozum! Thea! Mnie nie obchodzi Erwar ani jakaś tam Arrina! Obchodzi mnie to co jest teraz. My! A przez ten Erwar, nie ma nas! Są tylko oni, a ja przestaję się liczyć. Proszę cię bardzo, idź se tam, ale beze mnie! Ja nie chce tam postawić stopy!
- Mathias...- szepnęła dziewczyna.
- Idź stąd. Muszę pobyć sam- dodał ciszej.
   Thea posępnie opuściła dom swojego chłopaka. Nie wiedziała, czemu tak się zachował. W jej oczach zakręciły się pojedyncze łzy. Powoli wróciła do domu, gdzie czekała na nią gorsza niespodzianka. W salonie zastała wściekłego ojca. Mężczyzna wetknął jej pod nos kartkówkę z fizyki. Nie owijając w pętelkę- ocena była średnia. Dziewczyna spuściła wzrok, gdy jej rodzic zaczął monolog:
- Ja w twoich czasach zawsze uczyłem się dobrze. Czemu więc ty nie możesz dostać porządnej oceny z tak ważnego przedmiotu jak fizyka? Oboje dobrze wiemy, że stać cię na więcej, a ty przynosisz takie okropne stopnie! Nie tak cię wychowywałem.
- Po prostu nie miałam czasu...- próbowała wyjaśnić.
- Miałaś go w bród! Już się od Emmy dowiedziałem, na jakie rzeczy ty go zużywasz! Nie sądzisz, że powinnaś w końcu przestać marzyć o jakichś magicznych krainach, które i tak nie istnieją? Nie rozumiem, po co ci takie bzdety.
- Tato- jęknęła.- Ja postaram się poprawić tą ocenę.
- Nie córciu. Ty się nie postarasz poprawić. Ty ją poprawisz, a ja tego dopilnuję! Szlaban do czasu, aż nie polepszysz swych ocen z fizyki, zrozumiano?
- Ale... Tato! Nie możesz!
- Ależ oczywiście, że mogę, a teraz marsz na górę.
   Zrezygnowana Thea teraz totalnie się załamała. Położyła się na łóżku w swoim pokoju i spojrzała tęsknie za okno. Słyszała stłumioną rozmowę jej rodziców, którzy kłócili się o jej szlaban. "Może jeszcze się wszystko ułoży?" pomyślała. Wiedziała jednak, że są to złudne marzenia. Chwyciła więc za komórkę i napisała sms'a do Mathiasa:

Mathi! Wiem, że jesteś na mnie zły. Nie. Wściekły. To lepsze określenie... Proszę, wybacz mi. Gdybyś jednak mógł pójść ponownie do fabryki i przenieść się do Erwaru. Sama nie mogę. Dostałam szlaban. Proszę cię. Tak bardzo jest mi przykro. Całuję, Thea.

   Leżała dalej i oczekiwała na odpowiedź swego chłopaka. Ten nie odpowiadał. Wiedziała, że zapewne nie poszedł do Erwaru. Rozumiała go. Było jej tak wstyd jej postępowania. Nagle spojrzała na dziennik. Znajdował się na nim ten sam naszyjnik, który podarował jej Magnus. Przypomniała sobie, co o nim mówił. Nagle na jej twarzy pojawił się uśmiech. "Może nie wszystko na próżno?" pomyślała.
-------------------------------------------------------------
 Dawno Nas tutaj nie było, lecz powróciłyśmy z podwójną dozą pomysłów :D Rozdział lekko powrócił do klimatu tych pierwszych, gdzie wszystko działo się w Norwegii, lecz nie na długo. Poza tym śmiechłam opisując wściekłego Mathiasa xD Bez zbędnego przedłużania, oddaję głos norce.

Tak, racja dawno Nas tutaj nie było ;/ Niestety Was też nie widać, szkoda. Universe come back ;D Tak Mathias nieźle się wkurzył, ale zobaczycie jak to będzie ;) Pozdrawiam i do następnego ;*

No właśnie. Universe! Come to us! Come to Erwar! Let's drink tee with Orgius van Ertios!

Szałwia, jaki inglisz ;d To ja se poszprecham ;D Universe! Kommen Sie zu uns! Kommen Sie zu Erwar! Trinken wir Tee mit Orgius van Ertios!

No to jeszcze japoński i będzie trójka językowa ;D 私たちに来て! Erwarに来て!それではOrgiusバンErtiosとティーを飲みましょう!

Poza tym pozdrawiamy naszą nową czytelniczkę :D

poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział 17

   Maszerowali dalej przez jaskinie. Błękitnawe światło rzucane przez świecące grzyby tworzyło koszmarne cienie, które padały na mokre ściany w kolorach szarości. Podróż nie należała do przyjemnych. Z sufitu spadały lodowate krople wody, które przy dotknięciu z ciałem powodowały nieprzyjemny dreszcz. Magnus i jego towarzyszka nie byli zachwyceni. Chcieli jak najszybciej powrócić do głównego mauzoleum, gdzie czekali na nich Thea i Nestus. Na ich (nie)szczęście po przejściu przez oranżerię Arriny stracili łączność z Semirem. Niezależnej Sabirze pasowało to, gdyż nie przepadała zbytnio za starcem. Jednak szanowała go bardziej niż kogokolwiek innego. Magnus był z tego jednak niezadowolony. Biedaczek nie miał dokładnej pewności, co ma dalej robić. Dlatego po kilku minutach spędzonych w jaskiniach Grupa Magnusa zmieniła nazwę na Grupa Sabiry
-Czemu od razu musimy zmieniać nazwę grupy?-spytał oburzony
-Przywódcą grupy jest osoba, która prowadzi pozostałych, a skoro ty nie wiesz, co robić to ja przejmuje stery-powiedziała dobitnie.-Teraz, to jest moja grupa i ja tu dowodzę.
-To niesprawiedliwe.
-Czarny Łbie nie dyskutuj ze mną.
-To, ty ze mną nie dyskutuj. Ja tu jestem przywódcą, a ty nie masz nic do gadania. Co najwyżej możesz podrzucać mi jakieś rozwiązania.
   Nagle oboje usłyszeli niespokojny chrobot pazurów. Zbliżał się on coraz szybciej i szybciej.
- Słyszałaś to?- szepnął chłopak.
- A co? Boisz się?
- Pytałem się tylko- syknął oburzony.- W tych jaskiniach trzeba być czujnym.
   Nagle z cienia wyskoczył czarny potwór. Przypominał hybrydę olbrzymiego komara z ogarami śmierci. Na jego cienkiej szyi zwisała stalowa obroża z wyrytym symbolem Orgiusa. Przenikliwe oczy stwora patrzyły na dwójkę wojowników. Potwór wyglądał na wychudzonego i gdyby nie umięśnione kończyny można by rzec, że jest tylko skórą naciągniętą na kości. Stwór warknął, po czym zawył w celu wezwania reszty watahy.
-Magnus?
-Co? Złapałaś cykora?
-Ja? Nigdyż w życiu. Powinniśmy uciekać, bo zaraz zejdzie się reszta watahy.
-Masz racje. Zwiewamy.
Oboje rzucili się pędem w najbliższy korytarz. Nie ubiegli jednak zbyt daleko, gdy Sabira wpadła w szpony potwora. Próbowała się wyrwać, lecz nieustępliwy uścisk sługusa jeszcze bardziej się pogłębił.
-Magnus..-jęknęła błagalnym tonem.-Pomóż.
-Ale jak?
-Nie wiem. W końcu, to ty jesteś dowódcą!
-Chwila, daj mi pomyśleć.
-Rusz się w końcu, bo zaraz zleci się tu reszta.
W oddali słychać było równy marsz i ciche skrzekliwe głosy. Z całą pewnością była, to armia Orgiusa. Sabira i Magnus mieli mało czasu. Gdyby dopadła ich reszta, byli już w potrzasku. Stado wygłodniałych stworzeń zbliżało się powoli w ich stronę. Sabira próbowała wyrywać się z uścisku jednego z nich. Bezskutecznie. Był zbyt silny. Nagle koło niej pojawiło się więcej potworów.Zaczęły one obwąchiwać dziewczynę, a niektóre nawet ją oblizywały niczym smaczny kąsek, który zaraz zaczną spożywać. Przerażony Magnus wyciągnął miecz i zamachnął się w stronę jednego z ogarów. Usłyszał głośny skowyt. Nagle sługusy zaczęła atakować chłopaka. Ten z coraz większym trudem odparowywał ciosy.
- Uważaj! Za tobą!- usłyszał ostrzeżenie koleżanki.
   Magnus odwrócił się i zauważył naprężonego potwora gotowego do skoku.  Odruchowo rzucił w niego nożem. Niestety spudłował. Broń wbiła się w ścianę zostawiając ogromną szparę. Stworzenie obezwładniło chłopaka. Teraz oboje nie mieli jak się bronić.
***
-Nesti... co dalej?
-Musimy czekać na parę gołąbeczków.
-Myślisz, że oni...
-...razem?-odrzekł z lekkim zdziwieniem.-nigdy nie będą razem ich duma na to nie pozwoli.
-Ja mam inne zdanie na ten temat.
-Zakład o to, że nigdy nie będą razem, hę?
-O, co idzie, że będą razem?
-Nie wiem..a co proponujesz?
-Jak przegram (co nie nastąpi) to dam ci buziaka.
-A jak ja przegram, to zrobię, co zechcesz.
-Wszystko?
- No, tak...
- Więc zakład stoi- powiedzieli oboje podając sobie ręce.
   Jeszcze przez kilka minut rozmawiali na różne tematy, dopóki z Theą nie zaczęło dziać się coś dziwnego.
- Thea- wrzasnął Nestus.- Ty znikasz.
- Jak? Przecież...- dziewczyna spojrzała na swoje stopy. Nie było ich już. Zniknęły one jak reszta nóg.- Przecież to nie jest...

-SEN!- krzyknęła zrywając się z łóżka.
   Zauważyła dobrze znajomy pokój. Białe ściany. Marynarskie dodatki. Słodka kołdra w szarą fokę. Nastolatka chwyciła się za głowę i szepnęła:
- To nie mógł być sen. Za bardzo go pamiętam. Muszę. Muszę pobiec po Mathiasa i znaleźć drogę powrotną...
-----------------------------------------
Kolejny już 17 rozdział ;) Jak zawsze podoba mi się. Magnus jaki macho ;D Prawdziwy twardziel. Niedługo będzie najlepszy moment, hihihi ^_^

Oj tak, tak :D Czekam na ten moment z niecierpliwością :3 Jednym słowem- będzie się działo.

Oj, będzie się działo, będzie się działo ;D Kurde gdzieś, to już słyszałam ;)

piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 16

Rozdział powstał pod ogromnym wpływem melisy, zielarni elfów oraz innych nienormalnych pomysłów. Dziękujemy za wytrwanie i obiecujemy, że takie nienormalne rozdziały nie będą już się pojawiały, a przynajmniej tak zakładamy. Za wszelkie uszkodzenia mózgu, problemy z tęczą na podłodze albo zatrzymanie akcji serca spowodowanego śmiechem nie odpowiadamy. Proszę mówić o tym z wujaszkiem.

Szanowne autorki bloga.
----------------------------------------------------------------------
Podeszli do jabłoni i zerwali sobie po jednym jabłku. Pierwszy kęs zrobiła Sabira. Gdy spostrzegła, że jej głos jest normalny i nie tańczy Magnus tak samo spróbował złotego owocu. Z początku nic się nie działo, ale po chwili z ich ciał wyleciały dusze i chwilę kręciły się nad ich głowami. Potem ponownie wróciły do organizmów towarzyszy. Moment później Sabira powiedziała: "Chyba nic się nie stało" I w tym momencie na jej twarzy pojawiło się głębokie zdziwienie, ponieważ nie powiedziała to ona, lecz Magnus.
-Chyba zamieniliśmy się ciałami-powiedział przerażony chłopak głosem Sabiry.
-Co jak, to możliwe jestem "sobą" tyle że  w ciele faceta? Czyli, że mam...no wiesz
-A, ja mam, to drugie?
- Raczej tak.
- To znaczy, że mogę?- odezwał się uszczęśliwiony Magnus w ciele Sabiry.
- Jak się tylko odważysz to obetnę ci...- zagroziła.
- Nawet zerknąć?
   W tym momencie zdenerwowana dziewczyna wyjęła sztylet z pochwy Magnusa.
- No okej, okej. Nie było pytania.
- Mam nadzieję. A tak w ogóle...
- O co chodzi?
- Od kiedy powstrzymywałeś mocz? Ja nie wytrzymam, a nie ogarniam jak się Tego używa.
  Magnus uśmiechnął się lekko i powiedział słodkim głosikiem:
- Oj to ja raczej ci w tym nie pomogę, skoro nie ogarniam połowy z nowych właściwości 'mojego' ciała.
- No proszę. Tak ładnie proszę.
- Oj nie przesadzaj. Poradzisz sobie.
- Chcesz go stracić?!
- No okej... Pomogę...
Sabira (ciało Magnusa) szła męskim krokiem w stronę najbliższych zarośli. Magnus (ciało Sabiry) z niewielkiej odległości wydawało jej polecenia. Po kilku minutach wróciła z kwaśną miną.
-To było najgorsze doświadczenie w moim życiu. Dobrze, że miałam zamknięte oczy i nic nie widziałam, ale za to czułam.
-Dobra nie przesadzaj. Za jakiś czas wszystko wróci do normy.
-Mam taką nadzieje.
Po tej krótkiej wymianie zdań oboje poszli w głąb ogrodu. Na swojej drodze spotkali tylko kolejne drzewa, jednak jedno wydało im się bardziej interesujące od reszty. Wyglądało bardzo normalnie. Biała kora w ciemne pasy, limonkowe liście. Jedyną rzeczą odróżniającą go od innych roślin była smukła twarz wyrzeźbiona w drzewie. Magnus przerażony cofnął się wpadając na Sabirę. Oboje wiedzieli czyją postać skrywała ta roślina.
- Księżniczka Arrina...- szepnęli przerażeni.
   Kilka minut później gdy już się otrząsnęli zaczęli rozmowę.
- Czy... Czy to na prawdę ona? Przecież Orgius mówił, że ukrył ją tam gdzie nikt nie będzie szukać. Wszyscy z ROPO obstawiali Ziemię.
- No właśnie. Wszyscy szukali jej na Ziemi, a ona zaklęta była w Erwarze. To logiczne.
- Przestań tak mówić. Tego typu słowa nie pasują do mego wizerunku.
- Bo nie myślisz logicznie?
- Przestań. To już na prawdę przestaje być śmieszne. Musimy coś wymyślić, by w końcu znowu być w swych ciałach.
- To ustanie. Jak każda właściwość Smoczego ziela.
- Nie prosiłem cię o rady, Sabi.
- A-ale to nie ja- jęknęła dziewczyna.- T-to, t-to ona- wrzasnęła pokazując palcem na drzewo.
   Po tych słowach liście zaszumiały ukazując uśmiechnięte oblicze księżniczki.
- Może i moje ciało jest uśpione, lecz dusza żyje nadal... Magnus podejdź tutaj. Tak dawno nie widziałam twojej twarzy...
   Magnus, w ciele Sabiry, dumnie podszedł do kobiety. Ta uśmiechnęła się lekko i zaszumiała ponownie:
- Opuśćcie ten ogród czym prędzej. Mój wuj ma nad nim kontrolę. Jeśli was tu zauważy to będzie po nas wszystkich. Idźcie na północ przez jaskinie. To najkrótsza droga do waszych przyjaciół.
- Dziękujemy za pomoc, Arrino. Czy mogłabyś zdjąć z nas ten czar? Jest denerwujący- spytał chłopak.
- Po co? Przecież już dawno wszystko wróciło do normy.
   Księżniczka miała rację. Ich dusze znowu znajdowały się w odpowiednich miejscach. Oboje odetchnęli z ulgą, gdy tylko to zauważyli. W pośpiechu podziękowali jeszcze raz i pobiegli w stronę jaskiń.
- Pozdrówcie ode mnie Seidera- szepnął ogród, gdy towarzysze wchodzili już do ciemnych jaskiń.
-------------------------------------------------------------------

Dzisiejszy rozdział jest nienormalny. Dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Norka też. Przepraszamy wszystkich poszkodowanych. A osoby głodne mogę poczęstować waflami, które aktualnie spożywam.

Tak rozdział jest dziwny, nawet bardzo ;D Universe mam nadzieje, że Erwar jest wystarczająco ubarwiony ;P A Szałwia mi tu cały czas chrupie tymi waflami ;d

Wybacz :3 Zostały mi już tylko dwa.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Informacja

W dniach 11.08.-24.08. zostajecie sami z Szałwią ;) Mnie nie będzie. Wyjeżdżam na kolonie ;) Na Mazury. Do zobaczenia wkrótce :*

sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 15

   Wijące się korytarze królewskiego mauzoleum zdawały się nie mieć końca. Magnus i Sabira od kilku godzin przymierali głodem. Z coraz większym trudem przechodzili przez zawalone korytarze. Zapału do dalszej podróży nie ułatwiał też zapach unoszący się w grobowcu. Przypominał on pleśń o słodkim zapachu, przypominającym zapalone cygaro. Oboje wiedzieli co, to oznacza. Tylko jedna roślina posiadała woń podobną do tego. Nie miała ona konkretnej nazwy. Każdy Erwariańczyk wiedział jednak, że należała ona do najbardziej zdradzieckiej flory. Jednak szamani nazywali tą roślinę bardzo konkretnie:
- Smocze ziele- odrzekła Sabira z pogardą.
-Smocze ziele? A co, to niby jest? Jakieś zioło tylko dla szamanów?
-Nie. Czarny Łbie co ty masz pod "kupą" tych ciemnych włosów? Smocze ziele jest to roślina magiczna, która może w każdej chwili zmienić owoc przez siebie wydawany. A jak wszyscy wiedzą owoce te posiadają różnorakie właściwości.
-Rozumiem, ale jakie to są właściwości?
-Nie wiemy tego, ponieważ, co chwilę się zmieniają.
-To, czy bezpiecznie jest je jeść?
-Powiem tak, jeszcze nikt od nich nie umarł.
- Zastanawiam się jednak, czemu czujemy ich zapach, skoro jest tutaj tylko kamień i nie ma żadnej zie...-przerwał Magnus.
   Przed towarzyszami broni rozciągał się piękny ogród. Nie przypominał on tych występujących na powierzchni. Pod sufitem krążyły chmury bursztynowego pyłu, które formowały się w najróżniejsze kształty. Czasem zmieniały się w gwiazdy, które lśniąc oświetlały to magiczne miejsce. Trawa poruszała się niczym żywa. Jeszcze dziwaczniejszego charakteru dawał jej srebrzysty kolor. Gdzieś w oddali ogrodu słychać było szmer wody wypływającej z pojedynczych skał. Rzeki te nawadniały drzewa o złotej korze i białych liściach. Zdumiona dziewczyna zdjęła buty i poszła w stronę niewinnie rosnącego drzewa. Rosły na nim srebrne owoce. Sabira złapała się za brzuch, po czym sięgnęła w stronę srebrnych kwiatów. Zatrzymał ją jednak stanowczy ścisk nadgarstka. Spojrzała zdumiona na sceptycznego Magnusa. Ten pociągnął ją w dalszą drogę.
- Przestań!-krzyczała.- Co, ty wyprawiasz?
- Nie pamiętasz, co sama mówiłaś? Mają one jakieś dziwaczne właściwości. Całe, to miejsce jest dziwaczne. A ty tak po prostu chcesz zjeść ten owoc.
- Przecież i tak nie było przypadków śmiertelnych. Co może się nam stać?
- A, co jeśli będziemy pierwszym takim przypadkiem?
-Zapewniam cie na moje szamańskie zdolności, że nie będziemy pierwszymi, którzy umrą.
-No nie wiem, w sumie, to jestem bardzo głodny.
-Przecież mówię, że nic nam się nie stanie. Jak chcesz mogę spróbować pierwsza.
-Nie, to może zróbmy to na trzy.
W tym momencie oboje zerwali srebrny owoc z drzewa.  A po chwili każde z nich ugryzło po małym kęsie. Przez chwile czuli się normalnie, ale w pewnym momencie przez ich ciało przeszły setki, a nawet tysiące drgawek. Ich ciała złączyły się ze sobą i zaczęli tańczy tango.
- Co my wyprawiamy?- zdziwił się Magnus.
- Nie ma pojęcia- zawtórowała Sabira.- Ale to chyba właściwość tego owocu.
- Rozumiem, że tańczymy. Walc jeszcze bym wytrzymał. Ale tango?- jęknął.
- Ała... Złapałeś mnie za tyłek.
- Nie tylko dla ciebie jest to niezręczne. Dla mnie wręcz lekko obrzydliwe.
- Jak tylko wybudzę się z tego transu to cię zabiję- warknęła Sabira.
   Przez dobre kilka minut oboje tańczyli płomienny taniec. Coraz to bardziej ponętne pozy zamiast spinać sytuację, rozluźniały ją. Chwilę potem młodych Erwiańczyków nie obchodziło już nic oprócz tańca. Ich głowy były tak blisko siebie, że stykały się policzkami. Mocny uścisk Magnusa kierował oddanej jego woli Sabirą. Dwójka towarzyszy działała pod wpływem czaru, który zniwelował ich nienawiść do siebie przez pewien czas. Ponętne lustrady i cariciasy mieszały się z pasadami oraz enrosquesami. Taniec mimo chaotycznego wyglądu posiadał harmonię, żyjącą w rytmicznym tempie wydawanym przez różnorakie rośliny. Uno, dos, tres, cuatro, cinco, seis, siete, ocho. Uno, dos, tres, cuatro... Początkowe abrazo cerrado, pod koniec zmieniło się w doble frente. Muzyka roślin ponownie zaakcentowana tupnięciami butów powoli cichła. Pod sam koniec Sabira założyła swoją nogę na zgiętą kończynę Magnusa. Wtedy nuty natury przestały grać melodię zakochanych. Oboje stali tak jeszcze, dopóki nie odzyskali świadomości. Ich twarze znajdowały się blisko siebie. Rozwścieczona Sabira popchnęła Magnusa. Przez taniec była głodniejsza niż wcześniej.
- Mówiłem, że nie będzie z tego nic dobrego- warknął Magnus.
- Ja chętnie spróbuję innego owocu. Może będzie jakiś, który zamieni cię w żabę...
- Bardzo zabawne- uśmiechnął się, po czym dołączył do nastolatki w przeszukiwaniu ogrodu.
   Po kilku minutach znaleźli różowe melony. Wyglądały smacznie, więc Magnus zerwał jeden z owoców i przekroił nożem. Drugą połowę rośliny dał swej towarzyszce. Niepewnie wgryźli się w miękki owoc o delikatnym smaku. Odczekali kilka sekund, a gdy zobaczyli, że nic się nie dzieje, postanowili zerwać ich jeszcze trochę.
- Widzisz. Nic nam się nie stało- odezwała Sabira głosem piskliwszym niż zazwyczaj.
 Na jej słowa Magnus parsknął śmiechem i równie piskliwym głosem odpowiedział:
- Zwłaszcza twojemu głosowi. Z nim jest 'wszystko' w porządku. 
-Ej, ta właściwość mi się podoba. 
-Ciekawe jak długo będziemy tak rozmawiać?
-Nie wiem, ale pewnie długo, bo przecież ile my tego zjedliśmy?
-Duźiooo-powiedział wybuchając śmiechem.
-Nie rozśmieszaj mnie, bo zaraz wybuchnę.
-Kujde, będę mówił tejaz jak małe dziecko.
-Ej, seljo przestań, bo zaraz mnie rozsadzi.
-Rozsadzi? Kujcze rozsadzi. Musimy przestać, bo na serio wybuchniemy i zostanie z nas paćka.
-Dobzie, koniec śmiania. 
W tym momencie oboje postarali się pohamować. Zaczęli rozmawiać o rzeczach bardziej poważnych. Rozmowa nie kleiła się zbytnio. Po kilku minutach głos powrócił do normalności. Zadowolona dziewczyna wstała i zaczęła spacerować po ogrodzie. Po chwili dogonił ją Magnus. Gdy miał już wypowiedzieć ostrą mantrę Sabira zatrzymała się i wskazała chłopakowi złotą jabłoń.
- To jak próbujemy?- spytała.
- Tak, ale to już ten ostatni raz- oznajmił.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Kolejny jakże barwny rozdział ;D Jeszcze te tango, to istna bajeczka. Muszę się kiedyś nauczyć i to będzie mój pierwszy taniec na weselu ^_^ Nie jakiś walc czy coś tam tylko tango ;D

Hue, hue- tango :3 Oto jak miało wyglądać tango Sabiry i Magnusa, ale pojawił się nasz przyjaciel leń i tak fajnie ten taniec w rozdziale nie wygląda :< Taniec Sabiry i Magnusa, który wygląda fajniej niż w rozdziale. 

To tango jest jest super <3 

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozdział 14

-Nie mam ochoty siedzieć tutaj z tobą do końca życia.-powiedziała z oburzeniem.
-Sabi, nie przesadzaj mi wcale się nie spieszy.
-Dawno tak do mnie nie mówiłeś, ale to nie zmienia faktu, że chce się stąd wydostać.
-Nie martw się wszystko będzie dobrze. Wiesz, co mam pomysł.
-Jaki?
-Po pierwsze przez słuchawki możemy połączyć się z Semirem, a po drugie mogę skomunikować się z Theą tak jak na początku.
   Po chwili brunet próbował połączyć się z Semirem. Jednak coś nie łączyło. Podejrzewał, że może to być spowodowane jakimiś zakłóceniami lub brakiem zasięgu. Zostało im drugie wyjście: połączenie się z blondynką. Magnus skupił się i użył całej swojej energii. Czuł jak przepływa ona przez całe ciało. Wiedział już, że za chwile nastąpi połączenie.
-Thea! Thea!-wołał.- Thea! Słyszysz mnie? Jesteśmy w lochach Orgiusa! Pomóżcie!
   Odpowiedziały mu tylko głośne trzaski i donośny wrzask zniekształcony przez niedoskonałe urządzenie. Chłopak westchnął głęboko i odłożył słuchawkę. Popatrzył na Sabirę i odrzekł:
- Możliwe, że przez jeszcze jakiś czas będziemy tu tkwili. Właściwie... Co cię oszukuję... Sądząc po tych krzykach mogą mieć większe kłopoty od nas...
- No świetnie- jęknęła kobieta.- Więc będę musiała z tobą spędzić jeszcze długi czas.
- Oj nie marudź... Mogło być gorzej.
- Na przykład?
- Na przykład mogliśmy już zaprzyjaźnić się z gilotyną albo ze stryczkiem.
- O super- krzyknęła.- Wolałabym już umrzeć niż spędzać z tobą resztę swego kiepskiego życia!
- To proszę! Rób se co chcesz! Nienawidzę cię! I najlepiej będzie jak zejdziesz mi z oczu!
- Nienawidzisz? Nienawidzisz?- zaczęła płakać Sabira.- Czy ty naprawdę jesteś taki głupi?
   Chłopak wystraszył się nagłej zmiany tonu dziewczyny. Odpowiedział ciszej:
- Nie rozumiem pytania...
- Gdybyś. Gdybyś tylko nie opuszczał tego domu dziecka. Bylibyśmy. Bylibyśmy razem. Na zawsze. Czemu? Czemu los chciał inaczej? Powiedz mi, bo nie rozumiem...
-A czy uważasz, że to jest moja wina, że rodzina królewska wybrała akurat mnie?!
-No..
-No widzisz. Myślisz, że mi było dobrze z tym, że mnie od ciebie zabrali?!
-Magnus, mogłeś chociaż odwiedzać mnie częściej lub sprzeciwiać, że nie chcesz jechać beze mnie. A ty nic.
Sabira nagle załkała i wtuliła się w umięśnione ciało chłopaka. On nie protestując odwzajemnił jej uścisk.
-Musimy się stąd wydostać. Nie możesz użyć swoich czarów?
-W tym przypadku jestem bezsilna.-powiedziała z smutną miną.-może spróbuj jeszcze raz połączyć się z Theą.
Ponownie użył całej swojej mocy by połączyć się z koleżanką. Tym razem dziewczyna odpowiedziała.
-Magnus! Gdzie wy jesteście?
-W lochu.
-Gdzie? Jak to się stało?
-Długa historia. A wy z Nestusem gdzie jesteście?
-W maluzoleum. Znaleźliśmy trumny królewskiej pary.
- To dobrze. Podobno stamtąd jest najbliższa droga do Orgiusowych katakumb.
- Wiemy.
- A tak w ogóle. Gdy wcześniej do was dzwoniłem, usłyszałem dziwne odgłosy.
- Aha... Chodzi ci o Marę i Maro?
- Kogo?
- Eh... Nie ważne. Macie połączenie z Semirem?
- Niestety... Udało nam się skontaktować tylko z wami.
- Ok. Poinformujemy go o waszej sytuacji. Może wyśle po was innych ROPO-wców.
- Dobrze to słyszeć... Ja kończę! Sługusy Orgiusa nadchodzą!
Sługusy próbowały rozwścieczyć ich na różne możliwe sposoby: od wyzywania, od czarownic po zdrajców Orgiusa.
-Wiesz, co mam pomysł.
-Jaki?
-W tym pomieszczeniu starczy mi odrobinę magii na małą iluzje.
-To znaczy?
-Zaraz zobaczysz.-powiedziała uśmiechając się.
Złotowłosa stanęła po środku celi. Biła od niej złota aura. Strażnicy widząc to spojrzeli przez zakratowane okienko drzwi. Ona tylko na to czekała. W tym momencie wykonała serie delikatnych ruchów rąk. Następnie przez ułamek sekundy pozostała w pozycji jaskółki, a na koniec magicznym ruchem dłoni przesłała coś w stronę ciągle patrzących się na nich strażników. Ich wzrok nagle zmętniał, a ona zaczęła wydawać przeraźliwe okrzyki jakby była poważnie ranna.
-Błagam wypuśćcie nas. Ja tu zaraz umrę.-spojrzała znacząco na Magnusa.
On jakby zrozumiała i począł to samo, co ona. Po chwili drzwi się otworzyły. Dwójka młodych wyszła na zewnątrz. Dwaj strażnicy przypatrywali się nim uważnie. Sabira wykonała ostatni ruch: otwartą dłonią nakreśliła w powietrzu literę "P". Następnie wyprostowała rękę, przyciągnęła ją do siebie po czym znów wyprostowała i falistym ruchem przyciągnęła do siebie.
-Zostańcie tu.-rozkazała im.-Magnus spadamy stąd zanim czar przestanie działać.
   Oboje pobiegli szybko w stronę najbliższych drzwi. Sabira i Magnus dobrze wiedzieli, że przy lochach znajdują się ukryte drzwi do królewskich katakumb. Przez najbliższe minuty tylko one będą ich obchodzić...
***
   Thea i Nestus przyglądali się uważnie mauzoleum. Stali w oszołomieniu i podziwiali doskonałe pomieszczenie. Dziewczyna postanowiła jeszcze raz pomówić z Magnusem. Skupiła więc całą swą energię i rzekła:
-Gdzie, wy do jasnej anielki jesteście?
-Idziemy do was.
-Co? Jak wydostaliście się z celi?
-To dzięki Sabirze.
- Miło wiedzieć.
- Powiedz mi... Co to za Mara i Maro?
- A... oni... To tylko bliźniaki.
- Czyli?
- Fiolus podziemus...
- Chwila... Ten fiolus podziemus?!
- Tak, raczej tak.
- Toż to one są strasznie rzadkie! Pamiętam jak Orgius przepędził je z Erwaru, a ty mi mówisz, że dwójka z nich mieszka w katakumbach?!
- No... Tak?
----------------------------------------------------------------------
  Kolejny, ekstra długi rozdział :D Znowu pojawiły się nowe postacie. Jak my to lubimy robić :D Nie mam pojęcia o czym pisać :/ Więc przekazuję głos Norce ;)

Ymmm, też nie wiem co napisać ;/ Ach te słodziaki fiolusy podziemusy *.* Ja sobie oglądam "Pierwszą miłość". Zjadłam trzy kawałki domowej pizzy i pękam ;P
Kochane fioluski ;*