Cytaty

"To jest pająk, ich nie ogarniesz..."
Sabira, 10.12.2014., rozdział 20

poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział 17

   Maszerowali dalej przez jaskinie. Błękitnawe światło rzucane przez świecące grzyby tworzyło koszmarne cienie, które padały na mokre ściany w kolorach szarości. Podróż nie należała do przyjemnych. Z sufitu spadały lodowate krople wody, które przy dotknięciu z ciałem powodowały nieprzyjemny dreszcz. Magnus i jego towarzyszka nie byli zachwyceni. Chcieli jak najszybciej powrócić do głównego mauzoleum, gdzie czekali na nich Thea i Nestus. Na ich (nie)szczęście po przejściu przez oranżerię Arriny stracili łączność z Semirem. Niezależnej Sabirze pasowało to, gdyż nie przepadała zbytnio za starcem. Jednak szanowała go bardziej niż kogokolwiek innego. Magnus był z tego jednak niezadowolony. Biedaczek nie miał dokładnej pewności, co ma dalej robić. Dlatego po kilku minutach spędzonych w jaskiniach Grupa Magnusa zmieniła nazwę na Grupa Sabiry
-Czemu od razu musimy zmieniać nazwę grupy?-spytał oburzony
-Przywódcą grupy jest osoba, która prowadzi pozostałych, a skoro ty nie wiesz, co robić to ja przejmuje stery-powiedziała dobitnie.-Teraz, to jest moja grupa i ja tu dowodzę.
-To niesprawiedliwe.
-Czarny Łbie nie dyskutuj ze mną.
-To, ty ze mną nie dyskutuj. Ja tu jestem przywódcą, a ty nie masz nic do gadania. Co najwyżej możesz podrzucać mi jakieś rozwiązania.
   Nagle oboje usłyszeli niespokojny chrobot pazurów. Zbliżał się on coraz szybciej i szybciej.
- Słyszałaś to?- szepnął chłopak.
- A co? Boisz się?
- Pytałem się tylko- syknął oburzony.- W tych jaskiniach trzeba być czujnym.
   Nagle z cienia wyskoczył czarny potwór. Przypominał hybrydę olbrzymiego komara z ogarami śmierci. Na jego cienkiej szyi zwisała stalowa obroża z wyrytym symbolem Orgiusa. Przenikliwe oczy stwora patrzyły na dwójkę wojowników. Potwór wyglądał na wychudzonego i gdyby nie umięśnione kończyny można by rzec, że jest tylko skórą naciągniętą na kości. Stwór warknął, po czym zawył w celu wezwania reszty watahy.
-Magnus?
-Co? Złapałaś cykora?
-Ja? Nigdyż w życiu. Powinniśmy uciekać, bo zaraz zejdzie się reszta watahy.
-Masz racje. Zwiewamy.
Oboje rzucili się pędem w najbliższy korytarz. Nie ubiegli jednak zbyt daleko, gdy Sabira wpadła w szpony potwora. Próbowała się wyrwać, lecz nieustępliwy uścisk sługusa jeszcze bardziej się pogłębił.
-Magnus..-jęknęła błagalnym tonem.-Pomóż.
-Ale jak?
-Nie wiem. W końcu, to ty jesteś dowódcą!
-Chwila, daj mi pomyśleć.
-Rusz się w końcu, bo zaraz zleci się tu reszta.
W oddali słychać było równy marsz i ciche skrzekliwe głosy. Z całą pewnością była, to armia Orgiusa. Sabira i Magnus mieli mało czasu. Gdyby dopadła ich reszta, byli już w potrzasku. Stado wygłodniałych stworzeń zbliżało się powoli w ich stronę. Sabira próbowała wyrywać się z uścisku jednego z nich. Bezskutecznie. Był zbyt silny. Nagle koło niej pojawiło się więcej potworów.Zaczęły one obwąchiwać dziewczynę, a niektóre nawet ją oblizywały niczym smaczny kąsek, który zaraz zaczną spożywać. Przerażony Magnus wyciągnął miecz i zamachnął się w stronę jednego z ogarów. Usłyszał głośny skowyt. Nagle sługusy zaczęła atakować chłopaka. Ten z coraz większym trudem odparowywał ciosy.
- Uważaj! Za tobą!- usłyszał ostrzeżenie koleżanki.
   Magnus odwrócił się i zauważył naprężonego potwora gotowego do skoku.  Odruchowo rzucił w niego nożem. Niestety spudłował. Broń wbiła się w ścianę zostawiając ogromną szparę. Stworzenie obezwładniło chłopaka. Teraz oboje nie mieli jak się bronić.
***
-Nesti... co dalej?
-Musimy czekać na parę gołąbeczków.
-Myślisz, że oni...
-...razem?-odrzekł z lekkim zdziwieniem.-nigdy nie będą razem ich duma na to nie pozwoli.
-Ja mam inne zdanie na ten temat.
-Zakład o to, że nigdy nie będą razem, hę?
-O, co idzie, że będą razem?
-Nie wiem..a co proponujesz?
-Jak przegram (co nie nastąpi) to dam ci buziaka.
-A jak ja przegram, to zrobię, co zechcesz.
-Wszystko?
- No, tak...
- Więc zakład stoi- powiedzieli oboje podając sobie ręce.
   Jeszcze przez kilka minut rozmawiali na różne tematy, dopóki z Theą nie zaczęło dziać się coś dziwnego.
- Thea- wrzasnął Nestus.- Ty znikasz.
- Jak? Przecież...- dziewczyna spojrzała na swoje stopy. Nie było ich już. Zniknęły one jak reszta nóg.- Przecież to nie jest...

-SEN!- krzyknęła zrywając się z łóżka.
   Zauważyła dobrze znajomy pokój. Białe ściany. Marynarskie dodatki. Słodka kołdra w szarą fokę. Nastolatka chwyciła się za głowę i szepnęła:
- To nie mógł być sen. Za bardzo go pamiętam. Muszę. Muszę pobiec po Mathiasa i znaleźć drogę powrotną...
-----------------------------------------
Kolejny już 17 rozdział ;) Jak zawsze podoba mi się. Magnus jaki macho ;D Prawdziwy twardziel. Niedługo będzie najlepszy moment, hihihi ^_^

Oj tak, tak :D Czekam na ten moment z niecierpliwością :3 Jednym słowem- będzie się działo.

Oj, będzie się działo, będzie się działo ;D Kurde gdzieś, to już słyszałam ;)

piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 16

Rozdział powstał pod ogromnym wpływem melisy, zielarni elfów oraz innych nienormalnych pomysłów. Dziękujemy za wytrwanie i obiecujemy, że takie nienormalne rozdziały nie będą już się pojawiały, a przynajmniej tak zakładamy. Za wszelkie uszkodzenia mózgu, problemy z tęczą na podłodze albo zatrzymanie akcji serca spowodowanego śmiechem nie odpowiadamy. Proszę mówić o tym z wujaszkiem.

Szanowne autorki bloga.
----------------------------------------------------------------------
Podeszli do jabłoni i zerwali sobie po jednym jabłku. Pierwszy kęs zrobiła Sabira. Gdy spostrzegła, że jej głos jest normalny i nie tańczy Magnus tak samo spróbował złotego owocu. Z początku nic się nie działo, ale po chwili z ich ciał wyleciały dusze i chwilę kręciły się nad ich głowami. Potem ponownie wróciły do organizmów towarzyszy. Moment później Sabira powiedziała: "Chyba nic się nie stało" I w tym momencie na jej twarzy pojawiło się głębokie zdziwienie, ponieważ nie powiedziała to ona, lecz Magnus.
-Chyba zamieniliśmy się ciałami-powiedział przerażony chłopak głosem Sabiry.
-Co jak, to możliwe jestem "sobą" tyle że  w ciele faceta? Czyli, że mam...no wiesz
-A, ja mam, to drugie?
- Raczej tak.
- To znaczy, że mogę?- odezwał się uszczęśliwiony Magnus w ciele Sabiry.
- Jak się tylko odważysz to obetnę ci...- zagroziła.
- Nawet zerknąć?
   W tym momencie zdenerwowana dziewczyna wyjęła sztylet z pochwy Magnusa.
- No okej, okej. Nie było pytania.
- Mam nadzieję. A tak w ogóle...
- O co chodzi?
- Od kiedy powstrzymywałeś mocz? Ja nie wytrzymam, a nie ogarniam jak się Tego używa.
  Magnus uśmiechnął się lekko i powiedział słodkim głosikiem:
- Oj to ja raczej ci w tym nie pomogę, skoro nie ogarniam połowy z nowych właściwości 'mojego' ciała.
- No proszę. Tak ładnie proszę.
- Oj nie przesadzaj. Poradzisz sobie.
- Chcesz go stracić?!
- No okej... Pomogę...
Sabira (ciało Magnusa) szła męskim krokiem w stronę najbliższych zarośli. Magnus (ciało Sabiry) z niewielkiej odległości wydawało jej polecenia. Po kilku minutach wróciła z kwaśną miną.
-To było najgorsze doświadczenie w moim życiu. Dobrze, że miałam zamknięte oczy i nic nie widziałam, ale za to czułam.
-Dobra nie przesadzaj. Za jakiś czas wszystko wróci do normy.
-Mam taką nadzieje.
Po tej krótkiej wymianie zdań oboje poszli w głąb ogrodu. Na swojej drodze spotkali tylko kolejne drzewa, jednak jedno wydało im się bardziej interesujące od reszty. Wyglądało bardzo normalnie. Biała kora w ciemne pasy, limonkowe liście. Jedyną rzeczą odróżniającą go od innych roślin była smukła twarz wyrzeźbiona w drzewie. Magnus przerażony cofnął się wpadając na Sabirę. Oboje wiedzieli czyją postać skrywała ta roślina.
- Księżniczka Arrina...- szepnęli przerażeni.
   Kilka minut później gdy już się otrząsnęli zaczęli rozmowę.
- Czy... Czy to na prawdę ona? Przecież Orgius mówił, że ukrył ją tam gdzie nikt nie będzie szukać. Wszyscy z ROPO obstawiali Ziemię.
- No właśnie. Wszyscy szukali jej na Ziemi, a ona zaklęta była w Erwarze. To logiczne.
- Przestań tak mówić. Tego typu słowa nie pasują do mego wizerunku.
- Bo nie myślisz logicznie?
- Przestań. To już na prawdę przestaje być śmieszne. Musimy coś wymyślić, by w końcu znowu być w swych ciałach.
- To ustanie. Jak każda właściwość Smoczego ziela.
- Nie prosiłem cię o rady, Sabi.
- A-ale to nie ja- jęknęła dziewczyna.- T-to, t-to ona- wrzasnęła pokazując palcem na drzewo.
   Po tych słowach liście zaszumiały ukazując uśmiechnięte oblicze księżniczki.
- Może i moje ciało jest uśpione, lecz dusza żyje nadal... Magnus podejdź tutaj. Tak dawno nie widziałam twojej twarzy...
   Magnus, w ciele Sabiry, dumnie podszedł do kobiety. Ta uśmiechnęła się lekko i zaszumiała ponownie:
- Opuśćcie ten ogród czym prędzej. Mój wuj ma nad nim kontrolę. Jeśli was tu zauważy to będzie po nas wszystkich. Idźcie na północ przez jaskinie. To najkrótsza droga do waszych przyjaciół.
- Dziękujemy za pomoc, Arrino. Czy mogłabyś zdjąć z nas ten czar? Jest denerwujący- spytał chłopak.
- Po co? Przecież już dawno wszystko wróciło do normy.
   Księżniczka miała rację. Ich dusze znowu znajdowały się w odpowiednich miejscach. Oboje odetchnęli z ulgą, gdy tylko to zauważyli. W pośpiechu podziękowali jeszcze raz i pobiegli w stronę jaskiń.
- Pozdrówcie ode mnie Seidera- szepnął ogród, gdy towarzysze wchodzili już do ciemnych jaskiń.
-------------------------------------------------------------------

Dzisiejszy rozdział jest nienormalny. Dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Norka też. Przepraszamy wszystkich poszkodowanych. A osoby głodne mogę poczęstować waflami, które aktualnie spożywam.

Tak rozdział jest dziwny, nawet bardzo ;D Universe mam nadzieje, że Erwar jest wystarczająco ubarwiony ;P A Szałwia mi tu cały czas chrupie tymi waflami ;d

Wybacz :3 Zostały mi już tylko dwa.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Informacja

W dniach 11.08.-24.08. zostajecie sami z Szałwią ;) Mnie nie będzie. Wyjeżdżam na kolonie ;) Na Mazury. Do zobaczenia wkrótce :*

sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 15

   Wijące się korytarze królewskiego mauzoleum zdawały się nie mieć końca. Magnus i Sabira od kilku godzin przymierali głodem. Z coraz większym trudem przechodzili przez zawalone korytarze. Zapału do dalszej podróży nie ułatwiał też zapach unoszący się w grobowcu. Przypominał on pleśń o słodkim zapachu, przypominającym zapalone cygaro. Oboje wiedzieli co, to oznacza. Tylko jedna roślina posiadała woń podobną do tego. Nie miała ona konkretnej nazwy. Każdy Erwariańczyk wiedział jednak, że należała ona do najbardziej zdradzieckiej flory. Jednak szamani nazywali tą roślinę bardzo konkretnie:
- Smocze ziele- odrzekła Sabira z pogardą.
-Smocze ziele? A co, to niby jest? Jakieś zioło tylko dla szamanów?
-Nie. Czarny Łbie co ty masz pod "kupą" tych ciemnych włosów? Smocze ziele jest to roślina magiczna, która może w każdej chwili zmienić owoc przez siebie wydawany. A jak wszyscy wiedzą owoce te posiadają różnorakie właściwości.
-Rozumiem, ale jakie to są właściwości?
-Nie wiemy tego, ponieważ, co chwilę się zmieniają.
-To, czy bezpiecznie jest je jeść?
-Powiem tak, jeszcze nikt od nich nie umarł.
- Zastanawiam się jednak, czemu czujemy ich zapach, skoro jest tutaj tylko kamień i nie ma żadnej zie...-przerwał Magnus.
   Przed towarzyszami broni rozciągał się piękny ogród. Nie przypominał on tych występujących na powierzchni. Pod sufitem krążyły chmury bursztynowego pyłu, które formowały się w najróżniejsze kształty. Czasem zmieniały się w gwiazdy, które lśniąc oświetlały to magiczne miejsce. Trawa poruszała się niczym żywa. Jeszcze dziwaczniejszego charakteru dawał jej srebrzysty kolor. Gdzieś w oddali ogrodu słychać było szmer wody wypływającej z pojedynczych skał. Rzeki te nawadniały drzewa o złotej korze i białych liściach. Zdumiona dziewczyna zdjęła buty i poszła w stronę niewinnie rosnącego drzewa. Rosły na nim srebrne owoce. Sabira złapała się za brzuch, po czym sięgnęła w stronę srebrnych kwiatów. Zatrzymał ją jednak stanowczy ścisk nadgarstka. Spojrzała zdumiona na sceptycznego Magnusa. Ten pociągnął ją w dalszą drogę.
- Przestań!-krzyczała.- Co, ty wyprawiasz?
- Nie pamiętasz, co sama mówiłaś? Mają one jakieś dziwaczne właściwości. Całe, to miejsce jest dziwaczne. A ty tak po prostu chcesz zjeść ten owoc.
- Przecież i tak nie było przypadków śmiertelnych. Co może się nam stać?
- A, co jeśli będziemy pierwszym takim przypadkiem?
-Zapewniam cie na moje szamańskie zdolności, że nie będziemy pierwszymi, którzy umrą.
-No nie wiem, w sumie, to jestem bardzo głodny.
-Przecież mówię, że nic nam się nie stanie. Jak chcesz mogę spróbować pierwsza.
-Nie, to może zróbmy to na trzy.
W tym momencie oboje zerwali srebrny owoc z drzewa.  A po chwili każde z nich ugryzło po małym kęsie. Przez chwile czuli się normalnie, ale w pewnym momencie przez ich ciało przeszły setki, a nawet tysiące drgawek. Ich ciała złączyły się ze sobą i zaczęli tańczy tango.
- Co my wyprawiamy?- zdziwił się Magnus.
- Nie ma pojęcia- zawtórowała Sabira.- Ale to chyba właściwość tego owocu.
- Rozumiem, że tańczymy. Walc jeszcze bym wytrzymał. Ale tango?- jęknął.
- Ała... Złapałeś mnie za tyłek.
- Nie tylko dla ciebie jest to niezręczne. Dla mnie wręcz lekko obrzydliwe.
- Jak tylko wybudzę się z tego transu to cię zabiję- warknęła Sabira.
   Przez dobre kilka minut oboje tańczyli płomienny taniec. Coraz to bardziej ponętne pozy zamiast spinać sytuację, rozluźniały ją. Chwilę potem młodych Erwiańczyków nie obchodziło już nic oprócz tańca. Ich głowy były tak blisko siebie, że stykały się policzkami. Mocny uścisk Magnusa kierował oddanej jego woli Sabirą. Dwójka towarzyszy działała pod wpływem czaru, który zniwelował ich nienawiść do siebie przez pewien czas. Ponętne lustrady i cariciasy mieszały się z pasadami oraz enrosquesami. Taniec mimo chaotycznego wyglądu posiadał harmonię, żyjącą w rytmicznym tempie wydawanym przez różnorakie rośliny. Uno, dos, tres, cuatro, cinco, seis, siete, ocho. Uno, dos, tres, cuatro... Początkowe abrazo cerrado, pod koniec zmieniło się w doble frente. Muzyka roślin ponownie zaakcentowana tupnięciami butów powoli cichła. Pod sam koniec Sabira założyła swoją nogę na zgiętą kończynę Magnusa. Wtedy nuty natury przestały grać melodię zakochanych. Oboje stali tak jeszcze, dopóki nie odzyskali świadomości. Ich twarze znajdowały się blisko siebie. Rozwścieczona Sabira popchnęła Magnusa. Przez taniec była głodniejsza niż wcześniej.
- Mówiłem, że nie będzie z tego nic dobrego- warknął Magnus.
- Ja chętnie spróbuję innego owocu. Może będzie jakiś, który zamieni cię w żabę...
- Bardzo zabawne- uśmiechnął się, po czym dołączył do nastolatki w przeszukiwaniu ogrodu.
   Po kilku minutach znaleźli różowe melony. Wyglądały smacznie, więc Magnus zerwał jeden z owoców i przekroił nożem. Drugą połowę rośliny dał swej towarzyszce. Niepewnie wgryźli się w miękki owoc o delikatnym smaku. Odczekali kilka sekund, a gdy zobaczyli, że nic się nie dzieje, postanowili zerwać ich jeszcze trochę.
- Widzisz. Nic nam się nie stało- odezwała Sabira głosem piskliwszym niż zazwyczaj.
 Na jej słowa Magnus parsknął śmiechem i równie piskliwym głosem odpowiedział:
- Zwłaszcza twojemu głosowi. Z nim jest 'wszystko' w porządku. 
-Ej, ta właściwość mi się podoba. 
-Ciekawe jak długo będziemy tak rozmawiać?
-Nie wiem, ale pewnie długo, bo przecież ile my tego zjedliśmy?
-Duźiooo-powiedział wybuchając śmiechem.
-Nie rozśmieszaj mnie, bo zaraz wybuchnę.
-Kujde, będę mówił tejaz jak małe dziecko.
-Ej, seljo przestań, bo zaraz mnie rozsadzi.
-Rozsadzi? Kujcze rozsadzi. Musimy przestać, bo na serio wybuchniemy i zostanie z nas paćka.
-Dobzie, koniec śmiania. 
W tym momencie oboje postarali się pohamować. Zaczęli rozmawiać o rzeczach bardziej poważnych. Rozmowa nie kleiła się zbytnio. Po kilku minutach głos powrócił do normalności. Zadowolona dziewczyna wstała i zaczęła spacerować po ogrodzie. Po chwili dogonił ją Magnus. Gdy miał już wypowiedzieć ostrą mantrę Sabira zatrzymała się i wskazała chłopakowi złotą jabłoń.
- To jak próbujemy?- spytała.
- Tak, ale to już ten ostatni raz- oznajmił.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Kolejny jakże barwny rozdział ;D Jeszcze te tango, to istna bajeczka. Muszę się kiedyś nauczyć i to będzie mój pierwszy taniec na weselu ^_^ Nie jakiś walc czy coś tam tylko tango ;D

Hue, hue- tango :3 Oto jak miało wyglądać tango Sabiry i Magnusa, ale pojawił się nasz przyjaciel leń i tak fajnie ten taniec w rozdziale nie wygląda :< Taniec Sabiry i Magnusa, który wygląda fajniej niż w rozdziale. 

To tango jest jest super <3 

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozdział 14

-Nie mam ochoty siedzieć tutaj z tobą do końca życia.-powiedziała z oburzeniem.
-Sabi, nie przesadzaj mi wcale się nie spieszy.
-Dawno tak do mnie nie mówiłeś, ale to nie zmienia faktu, że chce się stąd wydostać.
-Nie martw się wszystko będzie dobrze. Wiesz, co mam pomysł.
-Jaki?
-Po pierwsze przez słuchawki możemy połączyć się z Semirem, a po drugie mogę skomunikować się z Theą tak jak na początku.
   Po chwili brunet próbował połączyć się z Semirem. Jednak coś nie łączyło. Podejrzewał, że może to być spowodowane jakimiś zakłóceniami lub brakiem zasięgu. Zostało im drugie wyjście: połączenie się z blondynką. Magnus skupił się i użył całej swojej energii. Czuł jak przepływa ona przez całe ciało. Wiedział już, że za chwile nastąpi połączenie.
-Thea! Thea!-wołał.- Thea! Słyszysz mnie? Jesteśmy w lochach Orgiusa! Pomóżcie!
   Odpowiedziały mu tylko głośne trzaski i donośny wrzask zniekształcony przez niedoskonałe urządzenie. Chłopak westchnął głęboko i odłożył słuchawkę. Popatrzył na Sabirę i odrzekł:
- Możliwe, że przez jeszcze jakiś czas będziemy tu tkwili. Właściwie... Co cię oszukuję... Sądząc po tych krzykach mogą mieć większe kłopoty od nas...
- No świetnie- jęknęła kobieta.- Więc będę musiała z tobą spędzić jeszcze długi czas.
- Oj nie marudź... Mogło być gorzej.
- Na przykład?
- Na przykład mogliśmy już zaprzyjaźnić się z gilotyną albo ze stryczkiem.
- O super- krzyknęła.- Wolałabym już umrzeć niż spędzać z tobą resztę swego kiepskiego życia!
- To proszę! Rób se co chcesz! Nienawidzę cię! I najlepiej będzie jak zejdziesz mi z oczu!
- Nienawidzisz? Nienawidzisz?- zaczęła płakać Sabira.- Czy ty naprawdę jesteś taki głupi?
   Chłopak wystraszył się nagłej zmiany tonu dziewczyny. Odpowiedział ciszej:
- Nie rozumiem pytania...
- Gdybyś. Gdybyś tylko nie opuszczał tego domu dziecka. Bylibyśmy. Bylibyśmy razem. Na zawsze. Czemu? Czemu los chciał inaczej? Powiedz mi, bo nie rozumiem...
-A czy uważasz, że to jest moja wina, że rodzina królewska wybrała akurat mnie?!
-No..
-No widzisz. Myślisz, że mi było dobrze z tym, że mnie od ciebie zabrali?!
-Magnus, mogłeś chociaż odwiedzać mnie częściej lub sprzeciwiać, że nie chcesz jechać beze mnie. A ty nic.
Sabira nagle załkała i wtuliła się w umięśnione ciało chłopaka. On nie protestując odwzajemnił jej uścisk.
-Musimy się stąd wydostać. Nie możesz użyć swoich czarów?
-W tym przypadku jestem bezsilna.-powiedziała z smutną miną.-może spróbuj jeszcze raz połączyć się z Theą.
Ponownie użył całej swojej mocy by połączyć się z koleżanką. Tym razem dziewczyna odpowiedziała.
-Magnus! Gdzie wy jesteście?
-W lochu.
-Gdzie? Jak to się stało?
-Długa historia. A wy z Nestusem gdzie jesteście?
-W maluzoleum. Znaleźliśmy trumny królewskiej pary.
- To dobrze. Podobno stamtąd jest najbliższa droga do Orgiusowych katakumb.
- Wiemy.
- A tak w ogóle. Gdy wcześniej do was dzwoniłem, usłyszałem dziwne odgłosy.
- Aha... Chodzi ci o Marę i Maro?
- Kogo?
- Eh... Nie ważne. Macie połączenie z Semirem?
- Niestety... Udało nam się skontaktować tylko z wami.
- Ok. Poinformujemy go o waszej sytuacji. Może wyśle po was innych ROPO-wców.
- Dobrze to słyszeć... Ja kończę! Sługusy Orgiusa nadchodzą!
Sługusy próbowały rozwścieczyć ich na różne możliwe sposoby: od wyzywania, od czarownic po zdrajców Orgiusa.
-Wiesz, co mam pomysł.
-Jaki?
-W tym pomieszczeniu starczy mi odrobinę magii na małą iluzje.
-To znaczy?
-Zaraz zobaczysz.-powiedziała uśmiechając się.
Złotowłosa stanęła po środku celi. Biła od niej złota aura. Strażnicy widząc to spojrzeli przez zakratowane okienko drzwi. Ona tylko na to czekała. W tym momencie wykonała serie delikatnych ruchów rąk. Następnie przez ułamek sekundy pozostała w pozycji jaskółki, a na koniec magicznym ruchem dłoni przesłała coś w stronę ciągle patrzących się na nich strażników. Ich wzrok nagle zmętniał, a ona zaczęła wydawać przeraźliwe okrzyki jakby była poważnie ranna.
-Błagam wypuśćcie nas. Ja tu zaraz umrę.-spojrzała znacząco na Magnusa.
On jakby zrozumiała i począł to samo, co ona. Po chwili drzwi się otworzyły. Dwójka młodych wyszła na zewnątrz. Dwaj strażnicy przypatrywali się nim uważnie. Sabira wykonała ostatni ruch: otwartą dłonią nakreśliła w powietrzu literę "P". Następnie wyprostowała rękę, przyciągnęła ją do siebie po czym znów wyprostowała i falistym ruchem przyciągnęła do siebie.
-Zostańcie tu.-rozkazała im.-Magnus spadamy stąd zanim czar przestanie działać.
   Oboje pobiegli szybko w stronę najbliższych drzwi. Sabira i Magnus dobrze wiedzieli, że przy lochach znajdują się ukryte drzwi do królewskich katakumb. Przez najbliższe minuty tylko one będą ich obchodzić...
***
   Thea i Nestus przyglądali się uważnie mauzoleum. Stali w oszołomieniu i podziwiali doskonałe pomieszczenie. Dziewczyna postanowiła jeszcze raz pomówić z Magnusem. Skupiła więc całą swą energię i rzekła:
-Gdzie, wy do jasnej anielki jesteście?
-Idziemy do was.
-Co? Jak wydostaliście się z celi?
-To dzięki Sabirze.
- Miło wiedzieć.
- Powiedz mi... Co to za Mara i Maro?
- A... oni... To tylko bliźniaki.
- Czyli?
- Fiolus podziemus...
- Chwila... Ten fiolus podziemus?!
- Tak, raczej tak.
- Toż to one są strasznie rzadkie! Pamiętam jak Orgius przepędził je z Erwaru, a ty mi mówisz, że dwójka z nich mieszka w katakumbach?!
- No... Tak?
----------------------------------------------------------------------
  Kolejny, ekstra długi rozdział :D Znowu pojawiły się nowe postacie. Jak my to lubimy robić :D Nie mam pojęcia o czym pisać :/ Więc przekazuję głos Norce ;)

Ymmm, też nie wiem co napisać ;/ Ach te słodziaki fiolusy podziemusy *.* Ja sobie oglądam "Pierwszą miłość". Zjadłam trzy kawałki domowej pizzy i pękam ;P
Kochane fioluski ;*

środa, 9 lipca 2014

Rozdział 13

   Kiedy udało się już uspokoić Sabirę i Magnusa, ROPO przeszło do celu spotkania. Były nim rodowe klejnoty księżniczki. Jak mawiały plotki, tylko one mogły odnaleźć zaklętą w wierzbę Arrinę. Mówiono, że Orgius ukrył je w jednym z mauzoleów, które wiły się pod całym pałacem. Podobno zamknął je w wielkim pozłacanym kufrze z dwunastoma kłódkami, których strażnikiem był ogromny wywern. Lecz to nie koniec przeszkód. Każda kłódka miała osobny klucz, a każdy klucz osobnego strażnika. Potwory te ukryte w najeżonych pułapkami i żywymi trupami korytarzach nazywano chlubą Etriosa. Jeszcze nikt nie wrócił z tych lochów żywy, no chyba, że sam pan ciemności i jego poplecznicy. ROPO nie było zachwycone tymi informacjami, lecz co innego mogliby zrobić dla ukochanej księżniczki. Postanowiono, że wyślą kilka 'oddziałów' złożonych z dwóch-trzech osób. Nie mieli oni walczyć z potworami, lecz zbadać okolicę i dowiedzieć się jak najwięcej o wrogach. Drużyny wybierano losowo i jak niestety los postanowił Sabira musiała zadowolić się tylko towarzystwem Czarnego Łba, co nie zapowiadało dobrej współpracy. Thea została wylosowana do tej samej drużyny co Nestus. Semir natomiast postanowił nie opuszczać bazy i komunikować się z członkami ROPO poprzez malutkie słuchawki. Po chwili cała czwórka udałą się do podziemnych korytarzy, które doprowadzić ich miały do zamku. Początkowo szli razem, ale w pewnym momencie musieli się rozdzielić. Thea razem z Nestusem skręcili w lewo, a Sabira i Magnus w prawo.Byli zaopatrzeni w mapy podziemia, ale niestety nie posiadali planu zamku. Dlatego, więc Semir miał im wszystko mówić, naprowadzać. W pewnym momencie obie grupy dotarły do momentu gdzie korytarze się kończyły, a przed nimi wyrastały ściany, w których były przejścia do zamku. Ostrożnie uchylili swoja wrota i grupa Thei znalazła się w ogromnej sali, która chyba od lat nie była odwiedzana. Wszystko było tam zakurzone, wszędzie wisiały pajęczyny, a pod ścianą w rzędach były ustawione metalowe zbroje. Magnus z Sabirą natomiast wylądowali w jakimś ciasnym schowku, w którym znajdowały się różne szczotki, mopy, a także fartuchy kucharskie. Brunet chcąc dowiedzieć się gdzie jest wyjrzał przez dziurkę od klucza i ujrzał ludzi gotujących jakieś dania.
-Musimy się przebrać w te fartuchy.
- Wylądowaliśmy w kuchni?- przeraziła się Sabira.
- No tak.
- Toż to ja gotować nie umiem!
- A kto tak doskonale mikstury waży?
- Ale to zupełnie co innego!
- Weź przestań paplać i zakładaj ten fartuch- syknął Magnus ubierając się w kucharski strój.
   Kilka minut później oboje brylowali w towarzystwie innych kucharzy. W pomieszczeniu wszelkiego typu zapachy mieszały się w jedną mieszankę. Nie była ona zbyt przyjemna, lecz nie odrzucała. Magnus i Sabira doszli do blaszanych drzwi z dużym okrągłym oknem. Oboje zobaczyli tam Orgiusa rozmawiającego z jakimś typem spod ciemnej gwiazdy. Czekali oni na posiłek. Sabira widząc zbliżającego się kelnera szybko przechwyciła posiłek i wyszła razem z Czarnym Łbem z serca pałacu.
   Kobieta z szerokim uśmiechem na ustach podała władcy dorodnego indora i poszła w stronę dalszych sal. Ertios przyjrzał się uważnie obojgu kucharzy. Widząc charakterystyczne oczy Magnusa szepnął do swego przyjaciela parę słów. W tym samym czasie Sabira i Czarny Łeb znaleźli się w sali wypoczynkowej. Niestety... Ich euforia nie trwała zbyt długo. Oboje jak za dotknięciem magicznej różdżki poczuli na nadgarstkach nieprzyjemny chłód kajdan. Nie próbowali się nawet wyrywać, bo wiedzieli, że i tak nic tym nie wskórają. Dlatego już po chwili znaleźli się w ciemnym, zimnym lochu, który wzdłuż jednej ściany był wyłożony słomą. Przed wejściem kajdany zostały zrzucone, a oni niemalże wepchnięci do środka. Thea i Nestus nie zdawali sobie sprawy z sytuacji, w której znaleźli się Sabira wraz z Magnusem. Sala, w której się znaleźli jak im powiedział Semir znajdowała się bezpośrednio nad podziemnym mauzoleum. Musieli tylko znaleźć ukryte przejście. Szukali dobre kilkanaście minut i nic nie znaleźli.
-Nestus, poddaje się-powiedziała podchodząc do niego.
Oboje byli zwróceni do siebie twarzami w pewnej chwili chłopak oparł się o kamienną ścianę. Jego dłoń przypadkowo natrafiła na kamień, który jak się okazało otwierał podziemne przejście. W jednej chwili posadzka rozstąpiła się a oni zjechali po metalowej zjeżdżalni. Na samym dole po szybkiej jeździe w dół Thea leżała na rozłożonym na łopatki Nestusie.
- Boli- jęknął chłopak.
- Oh... Wybacz- szepnęła dziewczyna i zeszła z młodzieńca.
   Oboje powoli wstali i dokładnie obejrzeli miejsce, w którym się znaleźli. Jak na mauzoleum przystało pomieszczenie zbudowano z ogromnym przepychem. Pozłacane ściany, porozrzucane gdzieniegdzie monety i drogie draperie. Na podłodze leżało kilka materiałów, wyglądających na atłasy, które okrywały dwie trumny. Pomieszczenie wyglądało na nowo wybudowane. Dziewczyna podeszła powoli na podwyższenie i zdjęła tkaniny. Jej oczom ukazały się dwie trumny zbudowane z brzozowego drewna. Delikatne pozłacane litery ukazywały napis, który wypełnił przerażeniem Nestusa i Theę: "Saria i Neoir- władcy Erwaru".
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Kolejny rozdzialik ;) Długi i fajny. Sabira i Magi ♥ Jak suodko ^_^ Końcówka mnie przeraziła o.O Szałwia jakie Ty masz pomysły ;D  

Podobne do pomysłów Universe (pozdrawiam gorąco). A co :D Niech się Nestus boi xD Tak... Sabira i Magi ♥ Buahahahaha jesteśmy złe xD

Przynajmniej Mathi będzie zadowolony ;P

No fakt. Niech Magi na dwa fronty robi xD

środa, 2 lipca 2014

Rozdział 12

Szły powolnym krokiem i już po chwili znalazły się w kuźni. W środku były trzy osoby. Młodzieniec uderzał ogromnym młotem w rozgrzane żelazo przypominające podkowę. Dwaj pozostali mężczyźni podkuwali potężnego karego ogiera. Gdy tylko Sabira znalazła się w środku przywitała się z męską częścią towarzystwa ruchem ręki i wypowiedziała tylko jedno zdanie: Łysi buddyjscy mnisi w dresach. Mężczyźni spojrzeli po sobie i uśmiechnęli się do dziewczyny. Następnie najmłodszy z nich wskazał im ścianę, za którą jak się okazało było ukryte przejście.
- Łysi buddyjscy mnisi w dresach?-spytała Thea z rozbawieniem.
- Tak. Musieliśmy wymyślić coś czego Orgius nie zna, a jako, że jeden z kadetów ROPO jako jedyny miał pomysł to używamy właśnie tego hasła- odparła chłodno kobieta.
- Ale przyznacie, że nieźle wymyśliłem- uśmiechnął się młodzik prowadząc ich długim korytarzem.
- Tak, tak Nestus. Przepięknie- rzuciła ironicznie Sabira.- Możesz zaprowadzić Theę do Wielkiego, Czarnego Łba? Muszę jeszcze coś załatwić.
- Jasne, ale weź go przestań tak nazywać, bo w końcu się obrazi.
- Mam to gdzieś- odparła chłodno i zwróciła się do Thei.- Bądź grzeczna, nie wystawiaj rąk poza korytarze, nie kichaj, patrz pod nogi, nie sfajcz się od pochodni, a Wielkiego Czarnego Łba obraź ode mnie.
- To koniec ogłoszeń parafialnych?- zażartowała nastolatka.
- Nie... Jeszcze nie. Jak Łeb znowu się będzie obijał to go walnij- powiedziała i poszła innym korytarzem.
-Nestus?
-Tak?
-Kim jest ten Wielki Czarny Łeb? I czemu ona jest na niego taka cięta?
-Nie domyślasz się jeszcze?-pokręciła przecząco głową.-To Magnus.
-No to rzeczywiście dobre porównanie.-powiedziała, a oboje się zaśmiali.-Daleko jeszcze? 
Jego odpowiedź była przecząca. Oznaczało, to, że droga do celu była już bliska. Wystarczyło przejście tego korytarza do końca, a następnie skręcenie w lewo. Po chwili im oczom ukazała się wielka sala. Była utrzymana w ziemistych kolorach, a pochodnie rozświetlające jej wnętrze nadawały jej nastroju tajemniczości i grozy. Cała sala była wypełniona ludźmi siedzącymi w kilkunastu rzędach ławek ustawionych równolegle do siebie. Przed wszystkimi ławkami znajdowało się niewielkie wzniesienie, na którym ustawione były pięć mosiężnych krzeseł. Dwa pierwsze krzesła od środka po prawej stronie zajmował Magnus i Semir. Nestus udał się z blondynką do wzniesienia i kazał jej zająć środkowe krzesło sam zaś usiadł po jej prawej stronie. Pozostało już wolne tylko jedno krzesło, które jak się dowiedziała zajmowała Sabira.  
-Gdzie Sabira?-spytał Magnus
-Właśnie, Czarny łbie masz pozdrowienia od kochanej Sabirki.-powiedziała ze sztucznym uśmiechem.
-Możesz chociaż ty tak do mnie nie mówić?
-Dobra. Powiem ci jeszcze jedno. Ona wciąż cie kocha.
   Magnus spojrzał na nią zszokowany i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, cała sala usłyszała donośny głos Sabiry, który brzmiał inaczej niż zwykle. Stał się on potężny, wysoki i przesycony magią:
- Ten kto rozpuszcza takie plotki jest kłamcą i oszustem. Ot co!
- O proszę- szepnął Magnus.- Panna Sabira spóźniła się, gdyż zapomniała założyć odciętej bawolej głowy.
- Zamilcz Czarny Łbie- krzyczała dalej podchodząc do chłopaka.- Po pierwsze- to symbol szamanizmu! A po drugie- to czaszka zakuty łbie!
- Najpierw czarny, teraz zakuty. Brakuje tylko przymiotnika kozi! Wtedy to będzie idealnie, hę?
- A wiesz, że tak?!
- Semir- jęknął Nestus.- Weź ich uspokój, bo znowu nie zorganizujemy tego spotkania.
- Teraz twoja kolej- odparł starzec.- Ostatnio to ja ich rozdzielałem.
- Jak tam se chcesz- posmutniał i wstał, by zażegnać spór.
-----------------------------------------------------------------------------------
   Myślę, że ten rozdział udał się i to bardzo :3 ROPO jest the best ♥ A jako, że nie wiem co pisać dalej, to daję głos Norce ^_^

ROPO ;d Ja to wymyśliłam ;P Tak rozdział jest super ^_^ Nie mam nic więcej do powiedzenia ;)Nie no może mam przed chwilą zostałam wykorzystana (pewnie macie już dziwne myśli ;P) do przyniesienia mleka, bo oczywiście nikomu nie chce się ruszyć dupy i wysyłają młodszych ;/

Dziwniejsze myśli to liczba Niemców, która Theę odwiedziła :D Ta piękna liczba jaką jest 69 xD Przypadek? Nie sądzimy!

Hihihih 69 ;D

wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział 11

    Po zniknięciu Magnusa Thea wyprosiła swojego chłopaka. Nie czuła się zbyt dobrze. Była bardzo zmęczona. Położyła się na łóżku i myślała na temat wszystkich ostatnich wydarzeń. Nigdy by nie pomyślała, że coś takiego może jej się wydarzyć. Trochę śmieszyła ją ta sytuacja. Rozmyślając powoli zapadała w błogie skrzydła snu... Spała, widziała różne twarze: księżniczkę, Orgiusa, Mathiego, Magnusa, a także twarz nieznanej jej dziewczyny. Nagle poczuła, że leci... Leciała i leciała... Czuła jakby płynęła w powietrzu. Nagle pod swoimi stopami ujrzała drewniany pomost. Po chwili nie zdając sobie z tego sprawy wylądowała na nim. Nie wiedziała gdzie była, ani dlaczego. Po prostu miała wrażenie, że będzie tutaj potrzebna. I nie myliła się.
    Koło niej na pomoście siedziała młoda dziewczyna. Upychała tytoń do ogromnej fajki, który następnie zapaliła i wciągnęła szarawy dym do ust. Nieznajoma spojrzała swym bursztynowym wzrokiem na Theę i wypuściła obłok wprost na twarz nastolatki. Śpiąca zaczęła mocno kasłać.
- Witaj Theo- odrzekła spokojnie.- Miło znów cię widzieć w naszych skromnych progach...
- Co? Skąd znasz moje imię? To... To niedorzeczne. Znamy się?- przeraziła się.
- Nie. Nie znamy się. Lecz wiele o tobie słyszałam. Obserwowałam każdy twój ruch, każde skinienie palcem, każdy uśmiech. Czy to nie wystarcza?
- Niestety nie, proszę pani. To co pani mówi jest szalone. Nie ufam pani.
- A po cóż to "pani"? Mów mi na ty...
- Czyli?
- Czyżbyś to też zapomniała?- kobieta pochyliła się nad Theą.- Jak byłaś tu ostatni raz to wiele osób mówiło ci moje imię...
- Ostatni? Przecież nigdy tu nie byłam!
-Jesteś tutaj już czwarty raz.
-Ja nic nie pamiętam.
-Wystarczy, że my ciebie pamiętamy-powiedziała znużona.
-Jacy "my"?
-No jak to kto? ROPO.
Thea spojrzała na nią nic nie rozumiejąc. Złotowłosa wypuściła obłok dymu w jej twarz, nie pojmując tego, że Thea była taka nierozumna.
-ROPO... Ruch Oporu Przeciwko Orgiusowi.
-Temu Orgiusowi? Temu samemu co objął władzę...
-Wreszcie zaczynasz coś rozumieć.-powiedziała z ledwie zauważalnym uśmiechem.-Chodź przejdziemy się... ale na początek muszę ci załatwić jakieś normalne ciuchy bo jesteś w piżamie.
Siedemnastolatka wraz z wypowiedzianymi słowami rozmówczyni, zauważyła co ma na sobie. Jej piżama była dwuczęściowa: koszulka z krótkim rękawem i luźne spodenki. Całość była koloru fioletowego pokryta równomiernie w małe czarne koniki. Złotowłosa spojrzała na nią krytycznym wzrokiem po czym zaczęła grzebać w swojej torbie. Zajęło jej to dobre kilka minut, ale już po chwili znalazła to czego szukała i podała to dziewczynie. Był to wąski pasek na którym były metalowe literki. Thea domyśliła się że są w języku erwiarańskim, dlatego nie wiedziała co oznaczają.
-Co, to jest.
-Ujednolicacz.
-Co? Nie ma takiego słowa?
-Załóż, a zobaczysz.
Thea zrobiła, to co jej kazano. Wzięła cienki pasek i obwiązała go wokół talii. Dziewczyna poczuła dziwne mrowienie. Było ono niezbyt przyjemne, więc zamknęła oczy. Otwierając je zauważyła swój nowy strój. Wyglądał on zupełnie inaczej niż jej codzienne ubrania. Thea miała na sobie lnianą bluzkę z długimi rękawami. Jej biust utrzymywany był przez skórzany gorset z wyhaftowanymi roślinnymi symbolami. Jak zauważyła spodnie przypominały norweskie rurki, lecz uszyte z bawełny. Buty wyglądały niczym rzymianki. Na końcach rzemyków przyklejono malutkie bursztyny, które świeciły w blasku słońca. Thea była zachwycona. Z promiennym uśmiechem spojrzała na złotowłosą, która odwzajemniła jej uśmiech.
- Teraz tylko trzeba ci dobrać odpowiednią fryzurę, bo z tymi rozpuszczonymi włosami długo tutaj nie zabawisz- stwierdziła erwarianka i chwyciła włosy Thei związując je w zgrabny kucyk.- Teraz możemy iść.
    Kobieta zaczęła iść w stronę latarni morskiej. Nastolatka poszła za nią. Dochodząc do latarni dziewczyna zauważyła ogromny rynek. Poustawiano tam wiele stoisk gdzie sprzedawano różnorakie towary- od pięknych biżuterii do świeżych ryb i innych owoców morza. Znad zatoki rozchodziła się przyjemna bryza. Nastolatka rozkoszowała się tym, dopóki kobieta nie zaciągnęła jej do kuźni.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Jedenasty rozdział, to już coś ;D Thea pojawiła się w Erwarze. Koniec roku tuż, tuż ;D Jakie tam średnie Wam wychodzą?  Ja myślę że u mnie nagroda będzie ;) Do środy muszę przeczytać książkę, która ma 500 stron. Oddaje głos Szałwi ;)

No to życzę, byś ją przeczytała :D U mnie raczej nagrody nie będzie- nie poprawiłam się w porównaniu z zeszłym rokiem. Ba! Nawet mam gorszą średnią :( Tylko 5,00- staczam się xD Jezu... Ja naprawdę jestem kujonem xD A mnie złapał kaszel, katar i Orgius wie co jeszcze :/

Ale kujonica z Ciebie ;D 5,00 to jest duuuuuuuuuuuużo ;P Ja w życiu takiej nie będę miała ;/

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział 10

   Ciszę w pokoju przerwał dzwonek domofonu. Thea wyrwana z zamyślenia poszła wraz z Magnusem do drzwi. Otwierając je zobaczyła Mathiasa. Był on cały przemoczony, gdyż złapała go przejściowa ulewa, występująca często w norweską wiosnę. Chłopak widząc obok swej dziewczyny przybysza z innego wymiaru prychnął głośno i syknął:
- Nie wiedziałem, że on tu nadal jest. Nie przychodziłbym.
- Mathi- zaczęła przymilać się dziewczyna.- Przestań już z tą swoją zazdrością. To jest trochę... denerwujące.
- Wcześniej jakoś ci to nie przeszkadzało.
- Bo kiedyś tak się nie zachowywałeś...- mówiła dalej słodkim głosem.
Mathi spojrzał na nią pytającym wzrokiem, jakby chciał spytać "Niby jak kiedyś się zachowywałem". Od kiedy, w ich życiu pojawił się Magnus często się kłócą. Brunet na dodatek dogryzał mu, co jeszcze bardziej dolewało oliwy do ognia. Po chwili The widząc jak obaj mierzą się wzrokiem zaproponowała przejście do pokoju, do którego później się udali.
-On-powiedział wskazując na swojego "rywala"-Jak długo tu jeszcze będzie siedział?!
-Mogę tu być nawet do wieczora-odparł z cwaniackim uśmiechem.
-Serio? Chyba najpierw mnie musisz zapytać o zdanie.
-No właśnie-przytaknął jej blondyn.
-A właśnie, ty nie miałeś już przypadkiem wracać do Erwaru?-spytała patrząc na niego.
- To tylko mój wewnętrzny zegar każe mi wracać, ale dopóki Sabira mnie nie zawoła to nie wracam.
- Sabi... Sabira?- spytał zszokowany Mathias.- Kto to?
- Ktoś kogo nie obchodzisz...- syknął Magnus.
   Gdy chłopak próbował wypowiedzieć ciętą ripostę, przerwał mu dźwięk grzmotu. Zwrócił on uwagę Magnusa, który wlepił wzrok na widok zza oknem.
- To tylko burza- zadrwił Mathi.- Nic nie warta burza.
- U nas wszystkie burze mają znaczenie. Zwłaszcza te wywoływane przez magiczne zwierzęta...
- Co?- krzyknęła Thea i wyjrzała za okno.
 Znajdowała się ona tak blisko chłopaka, że ten delikatnie ją objął. Wprowadziło to w furię jej ukochanego, który za wszelką cenę próbował opanować swoje emocje. Gdy już się uspokoił również spojrzał na widok za oknem. Widok ten nie był zbytnio magiczny. Nic się nie działo. Wiosenna szaruga rozjaśniana błyskawicami. Ciszę w pokoju przerwał szept Magnusa, który szybko otworzył okno pozwalając wlecieć wiatrowi do pokoju:
- Jest...
- Co jest? Tutaj niczego nie...- warknął Mathias.
   Jego słowa przerwał gwałtowny grzmot, który wleciał do pokoju. Błyskawica zataczała kręgi wokół Magnusa, aż w końcu przystanął na podłodze i uformował się na kształt konia. Był on burguntowej maści i mlecznej grzywie. Na głowie widniała biała plama przypominająca czaszkę założoną na jego głowę. W grzywę i ogon konia wplótł ktoś ptasie pióra oraz koraliki z kości słoniowej. Ogier stanął dęba i spojrzał na Magnusa. Thea i Mathias spojrzeli po sobie, ponieważ zaskoczył ich ten widok. Rzadko kto widzi grzmot, który zamienia się w konia. Dziewczyna wstała i ostrożnie podeszła do pięknego ogiera próbując go pogłaskać. Ten jednak potrząsnął głową  i prychnął cicho.
-To jest Tide. Nie lubi, gdy ktoś obcy go dotyka.
-Mam pytanie... czy to sprawka tej całej Sa... Sabiry?
-Tak mądralo... -nie zostało mu dane jednak dokończyć, bo do pokoju wemknęła się Emma.
-Co to jest?
-Koń?-odparł nieco sarkastycznie.
-To wiem, ale skąd się tu wziął?-powiedziała podchodząc do Tide'go i ku zdziwieniu innych koń nawet nie drgnął i stał spokojnie.-Co się tak na mnie gapicie? Jakbyście pierwszy raz widzieli kogoś kto głaszcze konia.
-Nic-odpowiedzieli zgodnie.
-Na mnie już czas-powiedział Magnus.-A, ty Thea nie zapomnij założyć naszyjnika.
   Dziewczyna kiwnęła twierdząco głową. Gdy chłopak to zobaczył, uśmiechnął się lekko, po czym pokój rozświetlił blask błyskawicy. Gdy zrobiło się już bardziej widocznie Thea ani Mathias nie zobaczyli Magnusa i Tide'a. Dziewczyna szepnęła tylko:
- No i widzisz Mathias. Teraz już cię nikt nie będzie denerwował...
------------------------------------
10- to taka ładna liczba :D Cieszę się, że dotrwałyśmy do tego momentu. Nie wiem jak to ująć w słowach, więc daję głos Norce :D

Tak, tak ;D Nie wiem, co powiedzieć ;) To już normalnie 1/3 pierwszego tomu ;P 

A co ty sobie myślisz? Przecież to ma być długości Mody na Sukces, nieprawdaż? :D

No tak ale wszystko razem wzięte ;P